Twój koszykTwój schowek
   
Logowanie
szukaj

Biogram autora

ks. Andrzej Draguła

ur. 1966. Ksiądz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Dr hab. teologii, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Katedry Teologii Pastoralnej, Liturgiki i Homiletyki na Wydziale Teologicznym US, prof. Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, kierownik Katedry Komunikacji Religijnej PWT, dyrektor Instytutu Filozoficzno-Teologicznego im. Edyty Stein w Zielonej Górze. Publicysta, członek Rady Naukowej Laboratorium „Więzi” i redakcji „Więzi”. Autor książek Eucharystia zmediatyzowana. Teologiczno-pastoralna interpretacja transmisji Mszy Świętej w radiu i telewizji, Ocalić Boga. Szkice z teologii sekularyzacji, Copyright na Jezusa. Język, znak, rytuał między wiarą a niewiarą i Bluźnierstwo. Między grzechem a przestępstwem. Członek Zespołu do spraw Kompetencji Kulturowych Kościoła przy Narodowym Centrum Kultury. Uprawia „teologię na peryferiach”. Prowadzi blog Mój komentarz do wszystkiego na stronie www.laboratorium.wiez.pl. Świetnie gotuje. Mieszka w Zielonej Górze.
poznaj inne ksiązki autora

Katalog


Fragment




Fragment zakończenia: Protestować czy nie protestować?

Uznanie winnym czy uniewinnienie oskarżonego o przestępstwo obrazy uczuć religijnych nie zastępuje i nie może zastąpić oceny moralnej, do której sformułowania mają prawo ludzie wierzący. O ile bowiem sąd patrzy na popełniającego czyn znieważający jak na potencjalnego przestępcę, społeczność ludzi wierzących patrzy na niego jak na potencjalnego bluźniercę. I ma do tego prawo. Istotnym nieporozumieniem w debacie publicznej są próby ograniczania prawa ludzi wierzących do wyrażenia swojej opinii w kategoriach religijno-moralnych. Taka tendencja wynika z coraz powszechniejszego przekonania, że jedynie oceny formułowane z pozycji wolności do ekspresji są ocenami nowoczesnymi i – jak lubimy mówić − europejskimi, a oceny formułowane z punktu widzenia wolności religijnej, a więc z punktu widzenia wiary, są nienowoczesne, zaściankowe i dowodzą istnienia polskiego ciemnogrodu. Szczęśliwie Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu jest „bardziej zacofany” i dostrzega potrzebę ochrony także praw ludzi wierzących. Jednym z nich jest właśnie prawo do dokonania oceny z punktu widzenia własnych kategorii, a więc z punktu widzenia teologii moralnej opartej na normach wynikających z wiary. Jak pisze wielokrotnie przywoływany J. Boulegue, którego zdanie zostało sformułowane z perspektywy laickiej Francji: „[Nie wolno] w imię laickości, wzywać przedstawicieli religii do uznania bluźnierstwa jako czynu legalnego na planie religijnym czy duchowym, co stanowi ich wyłączną domenę. Są oni wolni, by tam widzieć grzech, są wolni do uznania go i do wzywania kary boskiej. Jedyne, o co się ich prosi, to to, by poprzez posiadane wpływy, poprzez siły wyborcze, nie nakłaniać, aby bluźnierstwo zapisać w prawie świeckim [1]”.

Przypomnijmy raz jeszcze, że wbrew publicznie ferowanym opiniom w Polsce nie karze się ani za grzech, ani za przestępstwo bluźnierstwa, a więc przestępstwo przeciw Bogu, lecz za obrazę uczuć religijnych, za ograniczenie czysto ludzkiej wolności sumienia i religii. I jak zauważył Sąd Najwyższy, opiniując wniosek Ruchu Palikota, który postulował, by znieść wspomniany artykuł: „Orzecznictwo SN nie dostarcza argumentów przemawiających za dekryminalizacją zachowania określonego w artykule 196 k.k.” [2]. Z drugiej strony wydaje się, że nie ma także potrzeby poszerzenia zakresu kryminalizacji na inne zachowania niż znieważenie przedmiotu czci. Obowiązujący w Polsce zapis prawa karnego jest wystarczająco szeroki, by na jego podstawie orzekać w przypadkach, które z punktu widzenia wiary można by nazwać bluźnierstwem, profanacją czy świętokradztwem [3]. Zgadzam się z F. Boespflugiem, który uważa, że „mnożenie ustaw to niedobra tendencja, która nie wpływa pozytywnie na prawodawstwo”, a „dodatkowe prawa odnoszące się do świętokradztwa wepchnęłyby państwo (i/lub Europę) w niekończącą się dyskusję na temat samej definicji świętokradztwa” [4]. Mówiąc o państwie, autor ma na myśli Francję, ale zastrzeżenie to jest równie aktualne w polskim kontekście. Konieczność redefinicji na przykład religijno-moralnego pojęcia świętokradztwa na potrzeby prawa karnego zrodziłaby zapewne kolejne zarzuty, że Kościół chce za pomocą świeckiego prawa zabezpieczać interes samego Boga i przywraca przestępstwo profanacji.

Stanley Fish, amerykański profesor prawa i krytyk sztuki, mówi, że w liberalizmie „wszystko jest dozwolone, ale nic nie jest brane na serio” [5]. W religii – czy to będzie chrześcijaństwo, judaizm czy islam – są sfery, które – inaczej niż w świecie liberalnym – są brane na serio, a nawet bardzo na serio. Ich przekroczenie określane jest w tych religiach jako grzech, często jako grzech śmiertelny, gdyż dotyczy znieważenia tego, co stanowi centrum wiary – osoby samego Boga i tego wszystkiego, co do Niego się odnosi. To, co dla artysty będzie dziełem sztuki, dla człowieka wierzącego może być grzechem. Jeden i drugi mają prawo pozostać przy swoich ocenach i kryteriach, nawet wtedy, gdy niewierzący artysta do żadnego grzechu się nie poczuwa, co samo w sobie jest przecież zrozumiałe. Stefan Sękowski na łamach „Gazety Wyborczej” apelował: „Dlatego wszystkich obrońców praw człowieka, demokratycznych opozycjonistów, ludzi zaangażowanych politycznie i całe aktywne społeczeństwo proszę: dajcie nam, chrześcijanom, żyć. W spokoju modlić się, wierzyć, odwiedzać nasze świątynie. Nie obrażajcie nas, pozwólcie nam chodzić swoimi drogami. Nikt was nie zmusza, byście szli razem z nami [6]”.

Czy jest nadzieja na wysłuchanie tego apelu? Obawiam się, że nie. Jest on mało realistyczny. Zakłada bowiem, że świat liberalny wyrzeknie się tego, co jest jego zdobyczą i co on uznaje za niezbywalną wartość. Jak zauważa Boespflug, „być może mamy do czynienia z pokątnym zakorzenieniem się w Europie ostatecznej formy liberalizmu w postaci wolności mówienia, wolności malowania i wolności rozpowszechniania, czego tylko się chce” [7]. Nie znaczy to jednak, że prośba o nieobrażanie nas, ludzi wierzących, jest żądaniem zupełnego wyrzeczenia się przez innych prawa do wolności wypowiedzi czy wolności artystycznej. Jest jedynie prośbą o nieabsolutyzowanie tych wolności i nieprzedkładanie ich ponad wolność religijną. Boulègue, orędownik laickości państwa, przypomina, że „wolność do popełniania bluźnierstwa nie oznacza, zwłaszcza dla mediów, jego konieczności, pod pretekstem służby prawu do wolności wypowiedzi” [8]. Mówiąc inaczej: to, że wolno bluźnić, nie jest wystarczającym powodem, by bluźnić.


------------------------------


[1] J. Boulègue, Le blaspheme en process 1984–2009. L’Eglise et la Mosquee contre les libertes, Paris 2010, s. 202.

[2] M. Królikowski, [wypowiedź na posiedzeniu Sejmu], 28.03.2012 r.

[3] Według statystyk opublikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika, że z art. 1966 k.k. w ostatnich latach prawomocnym wyrokiem skazano odpowiednio osób: 1999 – 12; 2000 – 10; 2001 – 12; 2002 – 9; 2003 – 3; 2004 – 4; 2005 – 11; 2006 – 5; 2007 – 14; 2008 – 7; 2009 – 13; 2010 – 6; 2011 – 1. Jeśli chodzi o wymiar kary, to w latach 1999–2004 na 50 wyroków 13 orzekało grzywnę samoistną (26%), 14 – karę ograniczenia wolności (28%), 23 – karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Warty zauważenia jest także fakt, że w latach 1999–2004 występek z art. 196 k.k. został popełniony 380 razy, z czego wynika, że wyrokiem skazującym skończyło się niecałe 14% spraw. Zob. http://ms.gov.pl; E. Kruczoń, Przestępstwo obrazy uczuć religijnych, „Prokuratura i Prawo” 2011, nr 2, s. 58.

[4] F. Boespflug, Karykatury Boga. Potęga i niebezpieczeństwo obrazu, tłum. M. Szewc, Poznań 2008, s 129.

[5] Zob. S. Fish, Our Faith in Letting In All Hang Out, „The New York Times” 12.02.2006 r.; cyt. za: S. Brent Plate, Blasphemy. Art That Offends, London 2006, s. 174.

[6] S. Sękowski, Dajcie nam, chrześcijanom, żyć!, „Gazeta Wyborcza” 23.08.2012 r.

[7] F. Boespflug, Karykatury Boga..., dz. cyt., s. 106.

[8] J. Boulegue, Le blaspheme..., dz. cyt., s. 202.


wstecz

Polecamy

Listy do przyjaciół
książka: 23,20 zł 29,00 zł
do koszyka
schowek
A piękno świeci w ciemności
książka: 32,00 zł 39,90 zł
do koszyka
schowek
Dziwna rzecz − pisanie
książka: 23,52 zł 29,40 zł
do koszyka
schowek
Spotkanie z hinduizmem
książka: 25,60 zł 32,00 zł
do koszyka
schowek

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?