Twój koszykTwój schowek
   
Logowanie
szukaj
 

Magdalena Krzeptowska, Moja droga od rozpaczy do nadziei

Miniaturowa książka Magdaleny Krzeptowskiej niełatwo poddaje się kryteriom oceny. Decyzja autorki, by opowiedzieć o niewyobrażalnie ciężkim dramacie życiowym, jakim była strata dwojga dzieci w wypadku na morzu, a opowiadając, spróbować pomóc innym, podobnie doświadczonym, z powrotem odnaleźć „motywy życia i nadziei”, była decyzją heroiczną, za którą należy się tylko wdzięczność. Każde słowo w tej książce jest darem, każde ma walor autentycznego świadectwa. Nie mam pojęcia, czy wszystkie argumenty będą przekonujące dla każdego, kto sięgnie po owo „pocieszenie” właśnie znajdując się w sytuacji podobnej i nie dając już sobie rady. Autorka sama szczerze wymienia słowa i zachowania wielu ludzi, które w jej sytuacji swojej roli nie spełniły mimo ich najlepszej intencji. Bo nie w tym rzecz, aby każdy klucz pasował do każdego wypadku – jest to niewykonalne. Tak jak nie można wyobrazić sobie dwóch sytuacji identycznych, tak nie będzie dwóch identycznych światów przeżyć człowieka ugodzonego cierpieniem przechodzącym jego siły. Także wśród cytatów biblijnych i wypowiadanych przez autorytety, przytaczanych przez Magdalenę Krzeptowską, czytelnik zapewne znajdzie takie, które do niego natychmiast przemówią, i takie, które okażą się bezsilne – przynajmniej w danym momencie. To samo dotyczy przejmujących prób autorki w dociekaniu przyczyny istnienia zła i cierpienia w ludzkim świecie i jej zmagań z pojmowaniem śmierci. Nie spodziewamy się tu traktatu teologicznego, który wszystko uporządkowałby i rozwiązał. W teorii zresztą...

Otrzymujemy za to w książce Magdaleny Krzeptowskiej zapis dwu doświadczeń, których wagi przecenić nie można. Jedno, to doświadczenie znaczenia obecności drugiego człowieka przy cierpiącym: obecności czasem tylko milczącej, ale i wtedy gotowej do pomocy. Ten zapis należy do najbardziej przejmujących w książce Moja droga.... A drugi zapis opowiada o odkrywaniu Boga przy tych, których ugodziło zło. Odkrywaniu – bo to jest właśnie droga. Trzeba uwierzyć w tę obecność już po to, by zdobyć się na prośbę o pomoc w kontynuowaniu tego odkrywania. A tym samym szukać sensu cierpienia z pomocą Boga, który sam cierpi. Liczyć na Jego „zaradzenie naszemu niedowiarstwu”, a potem, przekonując się, że taka prośba zawsze jest wysłuchiwana, wchodzić coraz głębiej w wymiar wiary. Jedyny, w którym owe soborowe „motywy życia i nadziei” znajdują się rzeczywiście i stają się z powrotem dostępne także dla człowieka ugodzonego najcięższym nawet doświadczeniem. To jest droga wspinania się, jak nazywa ją autorka, aż do możliwości uczynienia wyznania, zapisanego na ostatnich stronach: „wierzę i wiem”. Aż do odzyskania bliskości utraconych dzieci w tym wymiarze, w którym nic już jej nie może zagrozić. Jest to bowiem nie tylko wymiar wiary w oczekiwane zmartwychwstanie, ale także wiary w realizujące się już teraz obcowanie świętych. Światło w tunelu, raz zapalone, okazuje się światłem nie do zgaszenia.

Józefa Hennelowa, „Tygodnik Powszechny” 2002, nr 25

Śmierć dziecka rodzice przeżywają jak koniec świata. Szok, bezgranicznie natężone cierpienie i dręczące pytanie „dlaczego?” łatwo przemieniają się w nieszczęścia ostateczne, niszczące człowieka i sens jego życia. Magdalena...
nakład wyczerpany
wstecz

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?