Twój schowekTwój koszyk
szukaj

Marzec 2001

Nienasycenie i asceza

3 (509)

Nienasycenie i asceza

     

PISANE NA GORĄCO

   
ks. Andrzej Luter
3Wspólne dni
Barbara Chyrowicz SSpS
5Szlachetne intencje nie wystarczą
Piotr Wojciechowski
7Harry Poter, czyli anty-Barbie
Inka Słodkowska
9Rozbudzone nadzieje
Agnieszka Magdziak-Miszewska
12Adam Michnik w roli Antygony
     

Nienasycenie i asceza

   
Andrzej Wielowieyski
Zbigniew Nosowski
Tomasz Wiścicki
14Juan Karlos Kiszczak? rozmowa
25Wiersze
abp Józef Życiński
27Banalizacja barbarzyństwa
Halina Birenbaum
33Wiersze
Joanna Petry Mroczkowska
35Nienasycenie?
Hanna Palska
46Inwestorzy i konsumenci
Janusz Jankowiak
60Nie dla nas zdrowy konsumpcjonizm
Inka Słodkowska
65Nowe szaty kopciuszka
ks. Krzysztof Grzywocz
70Wyrzec siebie
Piotr Wojciechowski
81Jeden świat, jeden mózg
Znak bestii i bosy biskup
Zygmunt Kubiak
86Epikurejskie uduchowienie
Irena Stopierzyńska
91Wiersze
Michał Głowiński
93Zwykłe umieranie
Andrzej Trautman
Magdalena Bajer
100Blizny po ukąszeniu: przyjąłem rolę
Wiesław Chrzanowski
111Pożegnanie Tadeusza Przeciszewskiego
Henning Tewes
114Nie tylko USA. Przyczynek do historii rozszerzenia NATO na wschód
     

POLACY I ICH SĄSIEDZI

   
131Kronika słowacka
Bohdan Skaradziński
135Uwaga na wschód
O "Gazpromie" i Wranglu
     

KOŚCIÓŁ W ŚWIECIE

   
Józef Majewski
140Kronika religijna
     

PEJZAŻ KULTURALNY

   
Marzenna Guzowska
154Śmiertelna prawda
Magda Raczyńska
157Maski
Anna Pietrzak
161Teatr szeptany do ucha
     

NAD KSIĄŻKAMI

   
Marzenna Guzowska
Andrzej Friszke
Do czytania polecają
Izabela Trzcińska
166Pora zaćmienia
Konstanty Pieńkosz
170Mgła i światło
Paweł Sowiński
174Krotochwile i zamyślenia
Michał Kurkiewicz
180Prawda o ZMP
Zdzisław Szpakowski
183Naród w walce
     
196Zmarli
Julia Hartwig
201Miejsce przy oknie
Czarny kot, biały kot
     

Artykuł

WIĘŹ 3 (509) 2001

Hanna Palska

Inwestorzy i konsumenci

"Ja jestem wytworem pierwszego okresu kapitalizmu, który nie potrafi wydawać pieniędzy."
kobieta, dyrektor w firmie zagranicznej, 48 lat

Socjologowie zwracają dziś uwagę na postępującą polaryzację warunków życia społeczeństwa. W języku opisu socjologicznego pojawia się dystynkcja "biedni-bogaci", "przegrani-wygrani", "roszczeniowi-samodzielni". Wiele mówi się o nierównościach ekonomicznych, zróżnicowaniu szans życiowych, różnej dostępności dóbr. Dyskutuje się też o sensie wprowadzania do opisu socjologicznego takich kategorii, jak "klasa średnia" czy "podklasa", które definiowane są przede wszystkim poprzez ich trwałość i odtwarzanie się oraz kulturową "wspólność". Obecność klasy średniej ma gwarantować właściwy rozwój gospodarki rynkowej. Nie tylko wśród badaczy pokutuje przeświadczenie, że jeśli upowszechni się "przedsiębiorczo-inwestujący" typ mentalności ekonomicznej, polski kapitalizm ma szansę "normalnego" rozwoju.

W tym samym czasie badacze rynku zajmują się - by użyć ich terminologii - segmentacją społeczeństwa na tych, którzy mogą kupować dużo i rozrzutnie, i tych, którzy kupują ostrożnie lub wcale nie kupują. Ci ostatni, rzecz jasna, nie zajmują uwagi specjalistów od marketingu i mieszczą się w takich "segmentach", jak "zgorzkniali", "nieprzystosowani", "nieufni pesymiści", "wiejscy tradycjonaliści". Wśród aktywnych konsumentów znajdują się - wedle różnych klasyfikacji - "ustatkowani", "ambitni z aspiracjami", "ludzie wolni duchem", nazywani też the top, "aspirujący materialiści", "zamożne pozytywistki".

Poniżej chciałabym zaprezentować stosunek do pieniędzy (sposób zarabiania, inwestowania, konsumowania) ludzi, których socjologia zalicza do "wygranych w transformacji". Uwzględniam tu wyniki socjologicznych badań jakościowych prowadzonych w latach 1999-2000, którym poddano kilkadziesiąt rodzin definiowanych jako "żyjące w dostatku". Przeprowadzono wśród nich głębokie wielogodzinne wywiady i obserwowano ich życie codzienne. Uwzględnione zostały proporcjonalnie trzy kategorie respondentów: właściciele, dobrze ulokowani na rynku pracy profesjonaliści i menedżerowie wysokiego szczebla (z badania wyłączono ultraelitę ekonomiczną, która jest mocno obecna w polu zainteresowań mediów).

Jedno z podstawowych pytań dotyczyło stosunku do zarabianych i posiadanych pieniędzy. Interesowało nas, czy są dla badanych elementem budowania społecznego prestiżu. Jakie wzory wydawania i "obracania" pieniędzmi są akceptowane i realizowane? Jakie motywacje i emocje łączą się z tą sferą życia? Czy pieniądze stanowią cel, czy środek, a jeśli są środkiem do celu, to jak ów cel wyznaczają? Czy fakt posiadania relatywnie dużych zasobów finansowych przekłada się w jakiś sposób na jakość życia tych ludzi? Tak postawione pytania miały odsłonić jeden z głównych wymiarów ich stylu życia, tj. wzory konsumpcji i ukryte za nimi wzory przedsiębiorczości, inaczej mówiąc - pewne typy mentalności i zachowań ekonomicznych.

O pieniądzach i zarabianiu

"Ja uwielbiam, zawsze uwielbiałem dużo zarabiać i dużo wydawać."
dyrektor w firmie reklamowej, 35 lat

Fakt zarabiania i posiadania więcej niż inni wywołuje potrzebę zdefiniowania siebie w kategoriach swoistej "przynależności klasowej" lub przynajmniej określenia swojej sytuacji społecznej. Trzeba pamiętać, że udziałem znakomitej większości badanych ludzi jest świeży i gwałtowny awans materialny. Fakt ten ma rozliczne konsekwencje: psychologiczne, ale także społeczne i etyczne. "Pieniędzy mam coraz więcej i więcej - mówi młody wzięty informatyk - [.], a potem się idzie do nowej pracy i zarabia się o połowę więcej, później znowu do nowej i znowu o połowę, i jak się potem spojrzy wstecz, to w ogóle się wydaje, że wtedy co to były za pieniądze?!"

Niektórzy mówią o pewnych wątpliwościach moralnych, a nawet poczuciu winy wobec biednych i przegranych. Znana aktorka mówi: "W pewnym momencie miałam takie poczucie winy, że jadę dobrym samochodem, a jakieś staruszki na przystankach autobusowych stoją. [.] potem minęło następne sześć lat i zrozumiałam [.], że jeśli ktoś naprawdę chce, to ma pieniądze".

U niektórych doświadczenie szybkiego awansu ekonomicznego wywołuje poczucie nietrwałości i niestabilności własnej pozycji. W warunkach (co często jest podkreślane) niestabilnej gospodarki pieniądze można łatwo stracić. U niektórych osób powoduje to, że wydaje się je bez przyjemności: ze strachu, że jutro może być gorsze, czy też z braku nawyków konsumpcyjnych. Dyrektorka w dużej firmie zagranicznej, żona urzędnika państwowego wysokiego szczebla, mówi, że owszem, kupuje, ale nie sprawia jej to takiej przyjemności jak jej córce, tym bardziej że w perspektywie ma ZUS-owską emeryturę.

Zwłaszcza w wypowiedziach kobiet wyraźna jest tendencja do ukazywania swej sytuacji jako gorszej niż na to wskazują inne dane. Żona prezesa dużej spółdzielni ogrodniczej mówi, że ich dochody są średnie i że nie są w stanie oszczędzać, zdaniem jej męża natomiast finansowo powodzi im się bardzo dobrze. Wielu badanych (co ciekawe, ta sama tendencja uwidacznia się w podobnych badaniach nad ludźmi ubogimi) mówi, że należą do "normalnej", przeciętnej części społeczeństwa. Właściciel komisu samochodowego twierdzi, że zarabia w granicach średniej krajowej. Niektóre osoby pomniejszają znaczenie posiadania pieniędzy z pogardy dla dorabiania się, utrwalonej głęboko w etosie polskiej inteligencji. 35-letni dyrektor w spółce medialnej mówi: "rodzice wpoili mi to, że pieniądze nie są najważniejsze".

Jednak druga część badanych (rozkład jest tutaj względnie symetryczny) ma świadomość - i tę świadomość manifestuje - swej lepszej, wyższej pozycji ekonomicznej. Powiadają oni, że fakt posiadania pieniędzy redukuje lęk. Dziennikarka pism kobiecych, 35-letnia samotna matka, podkreśla, że nie musi obawiać się wysokiej pożyczki na remont mieszkania albo tygodniowego wyjazdu na Majorkę. Czterdziestoletni właściciel kancelarii notarialnej mówi: "Jak się weźmie nasze zeznania roczne, to rzeczywiście można odnieść wrażenie, że już tylko szejk Kuwejtu, paru facetów z listy i notariusze - nikogo innego w kraju nie ma". Zatem niektórzy jasno zdają sobie sprawę ze swej uprzywilejowanej pozycji. Oto wypowiedź małżeństwa artystów: "My mówimy z poziomu ludzi, którzy nie mają problemów finansowych, którzy nie mają długów na przykład, nie mają tego wszystkiego., co ludziom tak potwornie komplikuje życie".

Większość badanych osób wyznaje charakterystyczną wizję rzeczywistości. Świat jest dla nich jak wielka maszyna, która jeśli stawia opór, to trzeba znaleźć odpowiedni klucz, by ten opór pokonać, a przy właściwym nastawieniu klucz taki zawsze się znajdzie. Jeśli brakuje pieniędzy, zawsze można je zdobyć. "Każda trudność powoduje we mnie wolę przeciwdziałania - mówi prawnik, właściciel firmy consultingowej - a nie poddania się presji [.] Ja nie daję się przygniatać, absolutnie." Właściciel firmy, sklepu spożywczego i baru twierdzi: "cały czas brakuje pieniędzy. To jest rzecz podstawowa, co chwila są momenty gorsze, ale staram się rozumowo podejść do problemu. Staram się go obejść albo rozgryźć.". Ten wyraźny pragmatyzm i instrumentalizm wiąże się z silnym poczuciem indywidualnego sprawstwa, z poczuciem wpływu na własny los i na kształt otoczenia społecznego.

Wyraźnie rysują się też inne cechy osobowościowe badanych: w większości przypadków ogromna potrzeba niezależności i. "umiłowanie wolności", którą osiąga się przez zarabianie dużych pieniędzy. Cytowana już kobieta-dyrektor w firmie zagranicznej mówi: "matka mnie nauczyła, że kobieta niezależna finansowo o wiele lepiej układa sobie stosunki rodzinne. Ja zawsze miałam swoje pieniądze w kieszeni.", a podwarszawski rolnik, prezes firmy ogrodniczej, ujmuje to w ten sposób: "Nie jestem niewolnikiem, że zaglądam do portfela, czy mi zostało 20 czy 30 złotych. Jestem w stanie mieć pieniądze i mam te pieniądze.".

Obok indywidualizmu, niezależności i wyjątkowych umiejętności przystosowawczych, kolejną cechą wyróżniającą niemal wszystkich badanych jest skłonność do ryzyka. Dwóch respondentów przyznaje się nawet do szczególnej skłonności do gier hazardowych, przy czym jeden zwalcza ją w sobie traktując jak chorobę, drugi zaś grywa w kasynie, żeby - jak twierdzi - odreagować stresy związane z pracą. W niektórych wypowiedziach wyraźnie widać, że ryzyko, trudne wyzwania stymulują do działania, a nawet bawią: "ja jestem graczem - mówi prawnik, właściciel w firmie developerskiej - interesuje mnie sama gra i możliwość uczestniczenia w niej", a młody gracz giełdowy twierdzi: "staram się podejmować działania, których sam się obawiam [.] trzeba podejmować wyzwania!".

Czym się na ogół ryzykuje? Oczywiście utratą dużych pieniędzy. Oto co mówi autor ostatniej z cytowanych wypowiedzi: "czasami bardzo dużo zaryzykuję, chociażby przy zakupie akcji PKN-u, gdzie wziąłem kredyt na miliony złotych, [.] ryzykowałem całym swoim majątkiem, dorobkiem finansowym". A oto jak opowiada o największym podjętym w życiu ryzyku - decyzji o "pójściu na swoje" - właściciel znakomicie prosperującej firmy usług edukacyjnych: "Dałem swojej żonie 200 milionów na rok. Powiedziałem [.] daj mi czas na eksperymentowanie przez rok i [.] nam poszło."

Czasem ryzyko jest tak duże, że pociąga za sobą inne zagrożenia, na przykład dla zdrowia czy życia rodzinnego. Wspomniany właściciel baru mówi: "siedziałem w przemycie, co wiązało się z ogromnym ryzykiem, także w Jugosławii podczas wojny [.] Byłem wtedy zimny jak głaz w takich sytuacjach. Myślę wtedy jak komputer, muszę to zrobić i koniec [.], bo to są jakieś pieniądze".

Wśród badanych przeważają osobowości mocne, ekspansywne, czasem ze skłonnością do pewnej bezwzględności związanej z wysokimi wymaganiami stawianymi sobie i innym. Na przykład młody menedżer, wychowany w niepełnej rodzinie na wsi, mówi: "moi rówieśnicy, kiedy ja uczyłem się języków [.] traktowali mnie pobłażliwie [.] miałem kiedyś rację i to ja postawiłem na dobrego konia, a nie oni.".

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden znaczący element analizowanych materiałów. Przynajmniej w kilku przypadkach można mówić o takim wychowaniu w rodzinie, którego elementem była "socjalizacja do przedsiębiorczości". Zwłaszcza mali chłopcy bacznie obserwując postawę ojców, dostrzegają, a potem naśladują w życiu wzory, które można określić jako stymulujące ku przedsiębiorczości. Ojciec powracający z "saksów" jest najlepszym tego przykładem. Właściciel zakładu pogrzebowego wspomina, że w wieku osiemnastu lat kupił przyczepę kempingową i razem z ojcem urządzili w niej bar z zapiekankami. Badani często mówią o takiej właśnie młodzieńczej, a nawet dziecięcej przedsiębiorczości. Wielu respondentów podkreśla, jak świetnie sobie radzili mimo trudnych warunków wyjściowych, braku pomocy z domu, "biorąc sprawy we własne ręce" często jeszcze w szkole.

Inny badany mówi - by użyć języka z propagandy PRL-owskiej - o swojej szkolnej jeszcze działalności "spekulanckiej": "jeździłem do Warszawy, kiedy były olbrzymie trudności z kupieniem czegokolwiek [.] stawało się w kolejce po to [.] żeby móc kupić trzy pary butów, trzeba było [je] zawieźć babci na bazarze i ta babcia sprzedawała te buty i wracając ze szkoły, odbierało się od niej pieniądze i to było 50% dla mnie, 50% dla tej babci". Pewne zatem umiejętności i cechy osobowości ujawniły się już w PRL, najczęściej jednak zarobione wcześnie pieniądze były związane z odwagą podjęcia zarobkowych wyjazdów zagranicznych.

Przy tych jakże wielu podobieństwach osobowościowych i - w wielu przypadkach - podobnych doświadczeniach biograficznych, badanych wyraźnie dzieli stosunek do pieniędzy dziś. Można wyodrębnić dwie postawy, dwa podstawowe wzorce postępowania: "inwestujący, ascetyczny" i "konsumujący, rozrzutny". Choć próbka jakościowa nie pozwala mówić o prawidłowościach statystycznych, to jednak typ pierwszy zdaje się przeważać wśród ludzi biznesu, prywatnych przedsiębiorców, typ drugi częściej pojawia się wśród młodych menedżerów i dobrze zarabiających profesjonalistów. Wiąże się to w sposób oczywisty z poziomem odpowiedzialności, który u prywatnych właścicieli jest bardzo wysoki.

Należy przy tym podkreślić, że są to pewne wyabstrahowane modele mentalności ekonomicznej. Wśród badanych odnajdujemy osoby bardziej lub mniej do tych wzorców podobne, można jednak mówić oczywiście o skali natężenia wymienionych cech, nie zaś o powszechności postaw biegunowych.

Inwestorzy: konsumpcja odroczona

"Boję się czegoś takiego, co wielu facetom się zdarzało, że [.] zbudowali dom, [.] w konsumpcję władowali i niestety firmy nie poszły do przodu, a oni się zatrzymali."
właściciel firmy usługowej, 48 lat

Oszczędzanie kojarzy się raczej z biedą niż z odłożoną w czasie konsumpcją, a jednak w licznych badanych przypadkach bogactwo, rozumiane jako pewien potencjał ekonomiczny, jest w oczywisty sposób narzędziem pracy, stanowi kapitał obrotowy firmy. Ostrożność konsumpcyjna jest deklarowana jako wynik ekonomicznej konieczności, na ogół też jako warunek przetrwania i rozwoju firmy. Wielu respondentów podkreśla swój rozsądek, chęć racjonalnego wydawania pieniędzy, a tym deklaracjom towarzyszy mocna krytyka konsumpcji na pokaz.

Respondenci oszczędni - inwestujący, zapobiegliwi - stanowią liczną i wyrazistą kategorię. Są to przede wszystkim właściciele firm, choć taka postawa pojawia się jednostkowo także wśród menedżerów i profesjonalistów. Inwestują w firmę, w różnego rodzaju papiery wartościowe, w nieruchomości, a także pośrednio w przyszłość własną, rodziny, dzieci. Dobro firmy i rodziny jest głównym celem oszczędzania, a także motorem wyczerpującej pracy. Wśród "inwestorów" silnie obecny jest ascetyczny model konsumpcji, w niektórych przypadkach żywo przypominający protestanckie wzorce osobowe opisywane przez Maxa Webera. W języku tych wypowiedzi wyraźna jest metaforyka wyrzeczeń. Rezygnuje się wówczas z licznych zakupów, nie tylko luksusowych, ale też takich, które mogłyby w istotny sposób ułatwić życie rodziny.

Do charakterystycznego nieporozumienia doszło w rozmowie z właścicielem hurtowni i sklepów z częściami samochodowymi. Pytany, czy lubi wydawać pieniądze (z intencją, by określił skalę swojej konsumpcji), odparł, że owszem, bardzo go to cieszy i chętnie wydaje dużo pieniędzy w. hurtowniach z częściami. Po wyjaśnieniu intencji pytania stwierdził, że jeśli chodzi o wydatki domowe, "chodzę koło tego dwa razy, trzy razy, zanim zdecydujemy się i się zastanawiam nad tym, czy to jest nam potrzebne".

Badani mówią często o kosztach takiego odraczania konsumpcji, zwłaszcza o braku urlopów. Rolnik-hodowca mówi: "na urlopie nie byłem chyba nigdy. Nie wiem, co to znaczy urlop [.] i nigdy jeszcze za granicą nie byłem". Oszczędza się też na codziennej konsumpcji, zakupach, usługach: "ja po prostu mojej żonie ustaliłem - mówi cytowany właściciel firmy edukacyjnej - ile jej płacę, ale to nie są duże pieniądze, ponieważ ja też uważam, że nie pracuję na teraźniejszość, tylko na przyszłość tej rodziny. Ja daję jej dwadzieścia pięć baniek miesięcznie [.] i ona musi dorzucić i musi się wyrobić.". Jedna z osób mówi wręcz o "okradaniu rodziny".

Jednym ze sposobów oszczędzania (odziedziczonym zresztą z poprzedniej epoki) jest rezygnacja z wielu usług, dostępnych zarówno ze względu na ofertę rynkową, jak i na posiadane zasoby. Badani razem z rodzinami remontują więc swoje mieszkania, a kobiety rezygnują z usług kosmetycznych. Zjawisko to można by określić jako petryfikację nawyków konsumpcyjnych, ale też jako typową dla początku drogi ku bogactwu ostrożność konsumpcyjną. Znamienne, że koszt tego oszczędzania na usługach ponoszą często kobiety. Kobieta, która dzięki zarobkom w dużej zagranicznej firmie wybudowała wielki dom, tak mówi o swym dniu powszednim: "przez pięć dni jemy to, co jest. [.] Jak wracam o 20.00 do domu, to już nie bardzo jest czas ani ochota na zajmowanie się wielkim gotowaniem [.] jestem na wyczerpaniu". O swoim pięknym nowym domu, przy którym wykopano staw i wpuszczono doń złote rybki, mówi: "ja po prostu tam mało bywam." Tylko nieliczne badane rodziny korzystają systematycznie z usług pomocy domowej, a w wypowiedziach na ten temat widać wiele przyzwyczajeń i uprzedzeń rodem z PRL.

Badani "inwestorzy" często mówią o stresie związanym z niepewnością na rynku pracy, wysokim oprocentowaniem kredytów, niestabilnością przepisów gospodarczych. Młody informatyk: "jak zaczęliśmy ten kredyt spłacać, musimy bardzo oszczędzać [.] Na przykład nie możemy w tym roku wyjechać [.] do Austrii na narty. Nas po prostu na to nie stać.". Często dochodzi do konfliktów w rodzinie, która ma duże potrzeby konsumpcyjne, a "głowa rodziny" drastycznie nieraz je ogranicza: "nie wyobrażam sobie, żebym ja sobie budował dom, a firma była niewypłacalna [.] większą satysfakcję sprawia mi, jeżeli ja wkładam w firmę i widzę, że ta firma się rozwija [.] ja nie potrzebuję już większego mieszkania.". W jednym z wywiadów dochodzi do znaczącej rozbieżności między mężem a żoną (wywiady prowadzone były zawsze pod nieobecność osób trzecich). Właściciel komisu samochodowego stwierdza, że daje żonie tygodniowo na życie około 500 złotych, a niedzielne obiady jadają w restauracji, aby "miała jeden dzień wytchnienia". Według żony, ta suma wynosi tylko 300 złotych, a restauracja okazuje się barem wietnamskim.

Ostrożność w dokonywaniu wydatków domowych nosi czasem znamiona silnego lęku. Żona właściciela hurtowni i sklepów z częściami samochodowymi tak opowiada o poważniejszych zakupach, np. mebli czy komputera: jej mąż "robi jedno podejście, drugie podejście, trzecie do towaru, ogląda go, potrafi pytać godzinę, sprzedawca godzinny wykład mu robi, a on dziękuje i odchodzi, a ja jestem cała mokra [.] boję się, że wydam ciężko zarobione pieniądze, głupio wydam i że [.] nie starczy na życie". Ta sama kobieta, skądinąd znająca się na księgowości i krawiectwie, z lęku, że rodzina wróci do starych warunków życia, nau czyła się jeszcze tkania gobelinów, "żeby mieć różne możliwości pracy".

Niektórzy badani, stosujący różne strategie odraczania codziennej konsumpcji, mówią, że podstawowym tego powodem jest dobro dzieci i - w dłuższej perspektywie - rodziny. Deklarują, że chcą swe dzieci jak najlepiej wyposażyć majątkowo, jak też zapewnić im staranne, kosztowne wykształcenie. Jeden z badanych powiada o swojej córce: "jeśli A. będzie nadal posiadała słuch absolutny, to będę chciał, żeby kontynuowała karierę muzyczną. Chcę, by się rozwijała. Chcę ją ustrzec przed niebezpieczeństwami życia [.] Jeżeli ślub, to intercyza, niech wie, na czym stoi. Widzę ją raczej w Polsce, bo za granicą nie da sobie rady". Syna natomiast "szykuję na zsyłkę za granicę, z całą premedytacją, z jego wyobraźnią widzę go w Stanach. Tylko edukacja za oceanem da mu szansę życia w normalnych warunkach, tu szkoda życia".

Kolejny respondent cieszy się, że nauczył swoje dzieci "dobrze" wybierać: "mnie bardzo cieszy pewna forma snobizmu: że chcą się zatrzymywać w lepszych hotelach. [.] To nie jest najpiękniejsza cecha charakteru, ale ona dyktuje rytm funkcjonowania w przyszłości. To znaczy, mam poczucie bezpieczeństwa, że moja córka nie wprowadzi się do pierwszego lepszego chłopaka [.] Już dzisiaj patrzy na to z perspektywy, gdzie będzie mieszkała, gdzie będzie mogła pojechać".

Młodzi respondenci mówią, że oszczędzają, by inwestować "w siebie", we własny rozwój. Mówi studentka dwóch wydziałów, żona wziętego informatyka: "lubię wydawać na uczenie się [.] języków, na książki, na podróże [.]. Na przykład nie lubię wydawać [.] na taką czystą, żywą konsumpcję".

Innym powodem ograniczeń konsumpcyjnych jest - paradoksalnie - praca. Niektórzy pracują tak długo i tak wyczerpująco, że nie mają czasu na wydawanie zarobionych pieniędzy. Redaktor, współwłaściciel firmy wydawniczej o swoich codziennych posiłkach: "zupę w proszku jak mam czas, a czasem jadam spaghetti z Pizza Hut, które jest najbliżej. Co z tego, że mam pieniądze, kiedy nie mogę z nich korzystać?" Właścicielka stawu ze złotymi rybkami: "ja po prostu w tej chwili nie mam na to czasu, żeby [.] gdziekolwiek bywać [.] pójść do kina, do teatru, tak sobie marzę, że jeszcze to jest przede mną, że będę mogła sobie pozwolić".

Wielkie zmęczenie wyklucza czerpanie przyjemności z posiadanych pieniędzy. Dyrektor w reklamie: "przychodzimy do domu wykończeni po prostu makabrycznie, nie ma na nic siły: na czytanie, na seks, na oglądanie telewizji, na kąpiel, tylko człowiek jak wór wali się do łóżka i śpi. Nieraz bywa, że w branży reklamowej człowiek przychodzi o drugiej, trzeciej w nocy.". W badanym materiale spotykamy dziesiątki podobnie brzmiących wypowiedzi.

Konsumenci: konsumpcja manifestacyjna

"Bo na tym polega życie, że ja mam sobie teraz dogadzać i koniec."
dyrektor w dużej firmie, 30 lat

"Szaleństwa? - mówi jeden z badanych - Oczywiście, że sobie pozwalam, oczywiście, że tak, człowiek zwariowałby, gdyby tylko harował". Jest to najczęściej pojawiające się usprawiedliwienie - by użyć języka poprzedniego reżimu - ostentacyjnej konsumpcji.

Ciężka wyczerpująca praca, podejmowanie ryzykownych działań, na które innych nie stać, legitymizują w opinii wielu badanych ich najbardziej luksusowe "przedsięwzięcia konsumpcyjne". Jak ujął to jeden z badanych, "pracuję, więc mi się należy". Zapłatą za ciężką pracę, ponoszone ryzyko i wysiłek innowacyjny jest swoboda konsumpcyjna. Wyraźne też jest manifestowanie własnych potrzeb ujmowane w duchu: "jestem ważny, świetnie sobie radzę, zasługuję na nagrodę". Człowiek, który przegrywa wielkie kwoty w kasynie, uważa, że jest to jego oczywiste prawo, realizuje bowiem w ten sposób wartość najwyższą w hierarchii wielu respondentów: wolność, wolność wyboru. Ten sam badany mówi o swojej nieomal niewolniczej pracy, która sprawia, że - gdy czasu jest mało - stres najlepiej rozładować w kasynie, gdy natomiast jest go nieco więcej, "to pozwalamy sobie z żoną na szaleństwa, to jest na przykład niekontrolowany wyjazd zagraniczny, no i w ogóle mnie to trzyma przy życiu". Zjawisko to można określić jako konsumpcję kompensującą lub "przyspieszoną" - z. braku czasu! Manifestowana konsumpcja jest jednym ze sposobów odreagowania "pracoholowego kaca".

Nie wszyscy jednak czują potrzebę uzasadniania swego szafowania pieniędzmi. Wystarczającą jego legitymacją jest po prostu wysoka pozycja ekonomiczna, czyli innymi słowy - sama możliwość nieograniczonej konsumpcji. Jeden z badanych, czterdziestoletni prawnik - przyznający się do mocno konserwatywnych poglądów - tak oto ujął swój pogląd w tej kwestii: "żyjemy rozrzutnie. stać nas na to., natomiast zdecydowanie uważam, że społeczeństwo powinno więcej oszczędzać".

Jeśli "inwestorzy" mówią o odraczaniu konsumpcji, to badani z grupy "konsumentów" odkładają na później decyzje inwestycyjne, można więc tu mówić o "inwestowaniu odroczonym". "Najpierw muszę pożyć - mówi właściciel firmy budowlanej - ja w ogóle nie żałuję pieniędzy. Mam lekką rękę [.] i ludzie, którzy mnie znają, mówią, że już mógłbym mieć znacznie więcej pieniędzy, odłożonych na starość, na przyszłość, a ja uważam, że mam jeszcze czas, to później, to później."

"Trzeba żyć przyjemnie. Uważam, że człowiekowi żyć powinno się przyjemnie, a reszta jest marginesem" - mówił, nieco prowokując badacza, dyrektor, prawnik w firmie consultingowej. "Hedoniści" stanowią wśród badanych niezwykle barwną kategorię, bardziej zróżnicowaną niż "oszczędni inwestorzy". Na ogół z niechęcią, a nawet pogardą wypowiadają się o oszczędzaniu, planowaniu przyszłości, zapobiegliwości. Są w większości młodzi, często bez rodziny. W analizowanym zbiorze znajdujemy kilka podobnych wypowiedzi w stylu: "gdybyśmy my wydawali tak jak nasi rodzice, to bylibyśmy cholernie bogaci [.], ale ja puszczam straszne ilości kasy, ja to uwielbiam robić [.] Nie ja jestem dla pieniądza, tylko pieniądz jest dla mnie, nie ja jestem dla rzeczy, tylko rzeczy są dla mnie. Jestem panem, bo ja zarabiam i wydaję".

Luz i zabawa - deklarowane najczęściej przez młodych menedżerów, ludzi związanych z mediami i rozrywką - także traktowane są jako sposób odreagowania stresu związanego z pracą. Mówi dziennikarz: "co robię w soboty i niedziele? Łajdaczę się". Dyrektor w reklamie: "uwielbiam się bawić i to jest podstawowa sprawa. Po drugie uważam, że trzeba się konserwować odpowiednią ilością alkoholu, co nie znaczy, że należy go pić dużo, [.] tylko po prostu trzeba od czasu do czasu se rzeczywiście walnąć. Bo to obniża poziom stresu".

Podobnie jak "inwestorzy", respondenci z tej grupy także krytykują konsumpcję na pokaz, choć - gdy starannie prześledzić ich wypowiedzi - ulegają jednak różnym modom i snobizmom. Czasem poszukują wzorów do naśladowania, arbitrów elegancji. Czytamy na przykład: "bardzo mi się podoba jego [brata-artysty] mieszkanie i sam zrobiłbym dokładnie takie samo [.] Art-déco. Nowoczesne kolory i stare meble przedwojenne [.] Taka staroświecczyzna plus wszystkie ułatwienia życiowe [.] jak najmniej wysiłku, wszystko na pilota, żeby z łóżka wszystko móc robić [.] Meble kupowałem w Desach [.] oczywiście są do totalnej renowacji z gdzieś przypiętą etykietką XY [inicjały respondenta]". Ktoś inny mówi o swoim eleganckim szefie, którego styl próbuje naśladować: "jest jedna osoba, która ubiera się podobnie jak ja, z tym że ta osoba kupuje ciuchy największych kreatorów [.] Najważniejszy jest styl! [.] styl można osiągnąć nie tylko kupowaniem w markowych sklepach".

Mówiąc o "konsumeryzmie", czyli społecznej akceptacji dla dążenia jednostek do maksymalnej konsumpcji, wytycza się na ogół trzy jego fazy: konsumpcję dóbr materialnych, konsumpcję usług i wreszcie konsumpcję doświadczeń i przeżyć. W badanym zbiorze wypowiedzi te trzy sposoby konsumowania są oczywiście szeroko obecne.

W fazie pierwszej - konsumpcji - przynajmniej na poziomie deklaracji manifestuje się swobodę wyboru i swobodę ekonomiczną: kupuję i robię to, co lubię, żadnej sztampy i. żadnych ograniczeń: "jest swoboda w wydawaniu pieniędzy. Nie limitujemy wydatków na dom. To, co jest potrzeba, to się kupuje. Natomiast zastanawiamy się nad wydatkami osobistymi". Pieniądze - kupowanie drogich ubrań, biżuterii, luksusowych kosmetyków - wszystko to jest też potrzebne, by na przykład sprawiać przyjemność bliskim: "podczas spaceru żonie podoba się broszka, więc mówię , to lubię!"

Kupuje się oczywiście podstawowe dobra konsumpcyjne niezbędne do życia, do pracy, do codziennego funkcjonowania, a są wśród nich: "komórka, telefon, laptop, komputer, telefon satelitarny, samochód.". "Prawdziwa" konsumpcja dóbr materialnych zaczyna się wraz z zakupem samochodu, mieszkania, budową domu. Wiele starań, pieniędzy, uczuć, wysiłku wkłada się w mieszkania, w wybudowanie nowego domu, czasem jest on przedmiotem wcześniejszych marzeń i planów, a potem wielkiej dumy badanych.

W zakresie konsumpcji usług rysują się bardzo interesujące hierarchie wyborów. Z pewnej klasy dostępnych na naszym rynku usług korzysta się dość ostrożnie i wybiórczo. Być może wynika to ze wspomnianej już petryfikacji nawyków ukształtowanych w PRL. Na przykład tylko w jednostkowych przypadkach badani deklarują, iż chętnie odwiedzają restauracje. Naprawdę nieliczni respondenci lubią to i traktują nie jako obowiązek służbowy, ale przyjemność, wyrazisty element stylu życia: "jeśli wracam wcześniej - mówi 35-letni biznesmen, który chętnie kupuje żonie biżuterię na spacerach - to idziemy na obiad. raz, czasem dwa razy w tygodniu [.] Ciągle w Warszawie nie ma aż takiego wyboru, jak by się chciało. Jest pewna pula lokali, do których oszczędność nie pozwala nam chodzić, np. w hotelu Balzac, gdzie przeciętny obiad dla dwóch osób kosztuje 300 złotych, stać nas, ale." W tej grupie osób są znawcy wyrafinowanej kuchni. Jeden z badanych mówi, że mimo znacznych potrzeb w tym względzie, najchętniej jednak jada w domu: "W sobotę i w niedzielę to są obiady z przystawkami, z deserami. Duże obiady, które się przeciągają aż w kolacje, bo wstajemy od jednego stołu i przesiadamy się do drugiego. Pijemy też dużo wina [.] Córka lubi wino, dlatego ja mam go dosyć sporo, cała piwnica".

Nieco wyżej w hierarchii stoją usługi kosmetyczne. Liczna i wyrazista grupa wśród badanych chętnie i często korzysta z usług medycznych. Wyraźnie widać tu powszechnie propagowany w ostatnich latach zdrowy styl życia: unikanie używek, "zdrowa" żywność, sport, traktowanie własnego organizmu jak urządzenia, które dłużej będzie użyteczne, jeśli dobrze się o nie zadba. Dba się więc o ciało, aby. lepiej pracować. Na przykład właściciel firmy budowlanej, lat około 50, mimo że czuje się świetnie i nie ma żadnych dolegliwości, stwierdza: "robię sobie profilaktyczne badania, generalny przegląd organizmu, a więc USG, EKG, ostatnio nawet łykałem tę kamerę taką, że widziałem swoje wnętrzności w poprzek na ekranie". Inny badany opowiada żartobliwie: "chodzę do lekarza namiętnie, mamy swoją własną klinikę, [.] mimo że O. jest zdrowym dzieckiem, to już chyba z 50 razy widziała się ze swoim pediatrą. On patrzy na nas jak na wariatów, ten lekarz". Warto w tym miejscu podkreślić, że istnieje równie liczna grupa wśród badanych, która ostentacyjnie lekceważy tę sferę życia.

Badani najczęściej eksponują "konsumpcję doświadczeń i przeżyć": podróże i wycieczki, poznawanie świata, turystykę egzotyczną, turystykę ekskluzywną. Odbywa się to czasem kosztem rezygnacji z dóbr materialnych i różnych usług, czasem nawet kosztem zaniedbań w pracy. I tym razem można odnieść wrażenie, że jest to odreagowanie szarości świata PRL. Świat niedostępny nagle się otworzył. Cytowany notariusz mówi: "ponieważ jest grudzień, to najprawdopodobniej jakieś Bali albo jakaś Dominikana, [.] do Buenos leciało mi się bardzo dobrze, do Kapsztadu i do Johannesburga [.] my wydajemy ogromne pieniądze na wyjazdy [.] kilkadziesiąt tysięcy dolarów rocznie".

Wielu badanych uważa się za fachowców od "umiejętnej konsumpcji", za prawdziwych koneserów. Czasem ujawnia się tu nieskrywany snobizm. Dyrektor w radiu komercyjnym, który chciałby ubierać się, podobnie jak jego szef, u Versacego, mówi: "noszę ubrania Bossa, z tym że nie noszę ich dlatego, że nazywają się Boss, chodzi o to, że dobrze na mnie leżą [.] wody toaletowe. ostatnio kupuję najnowsze [.] które w danej chwili są lansowane, to znaczy kupuję takie, które mi się podobają". Inny koneser twierdzi, że łatwo rozpoznać ludzi nieznających się na rzeczy, którzy w dodatku mają skłonność do zbędnego przepłacania: "żeby się ubrać dobrze, w dobre zestawienia [.], to trzeba dokładnie wiedzieć, jakie to są firmy i trzeba umieć wydać pieniądze. Ktoś kto się nie zna, kto jest w cudzysłowie wieśniakiem, pójdzie i wyda pieniądze na coś, co jest drogie".

Znaczącą reakcją na stres, ale też bez wątpienia zachowaniem modnym są "relaksujące zakupy", wizyty w supermarketach czy innych wielkich sklepach, będące substytutem niedzielnej wyprawy rodzinnej na lody, do kina, na majówkę: "więc my chodzimy do sklepu, chodzimy do tych wszystkich świątyń współczesnych [.] jesteśmy takim typowym pokoleniem shopping [.] uwielbiam iść do sklepu, wydaję koszmarne ilości pieniędzy.". Inni eksponują przyjemność i komfort kupowania za granicą.

Wielu respondentów, mówiąc o rozrzutnych wydatkach lub kaprysach, zaraz potem podkreśla, że myślą także o tych, którym wiedzie się gorzej, którzy potrzebują pomocy. Można sądzić, że zadziałał tutaj prosty mechanizm psychologiczny - próba usprawiedliwienia własnej rozrzutności czy potrzeby komfortu. Cytowany przepracowany hazardzista, wymienia drugą - zaraz po ekscentrycznych podróżach - sferę, na którą nigdy nie żałuje pieniędzy: "Jestem jednym z większych sponsorów Kościoła. od kilku lat jestem w takiej komisji do spraw pomocy".

Po pierwsze: swoboda wyboru

Za wartość pierwszorzędną przez wielu badanych - zwłaszcza młodych - uważana jest swoboda wyboru. Jest ona manifestacją silnego indywidualizmu. Badani eksponują wybory alternatywne, niepopularne, odcinają się od reszty własnego środowiska: "inwestowanie w mieszkanie na okrągło wydaje mi się stratą pieniędzy - mówi wysoka urzędniczka państwowa - wolę wyjechać na kolejną wycieczkę w świat". Wiele badanych osób nie chce na przykład mieć samochodu i stawia go w hierarchii potrzeb na odległym miejscu: "do dziś nie mam samochodu, bo nie zrobiłem prawa jazdy, nie widziałem potrzeby i nie ekscytowały mnie nowe modele Jaguarów. Dopóki nie prowadzę interesów, które zmusiłyby mnie do podróżowania po Polsce, to nie widzę takiej potrzeby. [.] mamy inne priorytety z żoną [.] to cały czas są podróże. Wydaliśmy na nie więcej niż na mieszkanie".

25-letni informatyk, oprócz braku ambicji motoryzacyjnych, eksponuje również brak potrzeb związanych z życiem domowym: "do jedzenia, jak do mieszkania nie przywiązuję takiej dużej wagi [.] są znacznie ciekawsze rzeczy, które można zrobić niż gotowanie". Wolność wyboru manifestowana jest więc przez krytykę mieszczańskiego stylu życia: "z sąsiadami z naprzeciwka mile rozmawiamy, ale u siebie nie bywamy. Żadnych przyjaźni, bo jak ja widzę, że ktoś cierpi jak się wchodzi z butami na dywan, to ja nie idę". Warto jednak sformułować pytanie, na ile badane wypowiedzi są wynikiem uzgodnienia własnego wizerunku ze społecznym zapotrzebowaniem. Na podstawie zgromadzonych danych nie sposób na nie w pełni rzetelnie odpowiedzieć.

Przeprowadzone badania pozwalają na analizę mentalności ekonomicznej i strategii konsumpcyjnych typowych dla stylu życia "ludzi sukcesu". Przekonujemy się, jak silnie w ich życiu powiązane są ze sobą: sfera pracy, budżet czasu i sfera konsumpcji. Gotowość do wyczerpującej pracy, która wygrywa w konkurencji ze swobodą konsumowania, charakterystyczna jest zarówno dla tych, którzy przyznają się do wystawnej konsumpcji, jak i dla wytrwałych w dorabianiu się, inwestowaniu, odkładaniu konsumpcji.

Większość badanych można uznać za reprezentantów kategorii homo eligens - człowieka wybierającego, silnego indywidualisty. Dominująca strategia życiowa - ciężka, wyczerpująca praca, "mocowanie się z rynkiem", oszczędzanie pieniędzy, a przynajmniej nieoszczędzanie siebie - pozwala określić badaną grupę jako reprezentantów "klasy na dorobku". Posiadane zasoby finansowe, wysokie dochody nie zawsze znajdują bezpośredni wyraz w postaci wysokiej jakości życia czy swobodnej konsumpcji. Z badanych wypowiedzi przebija też silnie niepewność świata zewnętrznego i. wielka pewność siebie. Widać też, że pytanie o cenę życia w dostatku nie jest bezzasadne.

Hanna Palska


__________________________
Hanna Palska - socjolog kultury, adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN oraz w Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku. Autorka książki "Nowa inteligencja w Polsce Ludowej". Publikowała w "Kulturze i Społeczeństwie", "Studiach Socjologicznych", "Polish Sociological Review" oraz w pracach zbiorowych. Mieszka w Warszawie.

wstecz

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?