Twój schowekTwój koszyk
szukaj

Marzec 2001

Nienasycenie i asceza

3 (509)

Nienasycenie i asceza

     

PISANE NA GORĄCO

   
ks. Andrzej Luter
3Wspólne dni
Barbara Chyrowicz SSpS
5Szlachetne intencje nie wystarczą
Piotr Wojciechowski
7Harry Poter, czyli anty-Barbie
Inka Słodkowska
9Rozbudzone nadzieje
Agnieszka Magdziak-Miszewska
12Adam Michnik w roli Antygony
     

Nienasycenie i asceza

   
Andrzej Wielowieyski
Zbigniew Nosowski
Tomasz Wiścicki
14Juan Karlos Kiszczak? rozmowa
25Wiersze
abp Józef Życiński
27Banalizacja barbarzyństwa
Halina Birenbaum
33Wiersze
Joanna Petry Mroczkowska
35Nienasycenie?
Hanna Palska
46Inwestorzy i konsumenci
Janusz Jankowiak
60Nie dla nas zdrowy konsumpcjonizm
Inka Słodkowska
65Nowe szaty kopciuszka
ks. Krzysztof Grzywocz
70Wyrzec siebie
Piotr Wojciechowski
81Jeden świat, jeden mózg
Znak bestii i bosy biskup
Zygmunt Kubiak
86Epikurejskie uduchowienie
Irena Stopierzyńska
91Wiersze
Michał Głowiński
93Zwykłe umieranie
Andrzej Trautman
Magdalena Bajer
100Blizny po ukąszeniu: przyjąłem rolę
Wiesław Chrzanowski
111Pożegnanie Tadeusza Przeciszewskiego
Henning Tewes
114Nie tylko USA. Przyczynek do historii rozszerzenia NATO na wschód
     

POLACY I ICH SĄSIEDZI

   
131Kronika słowacka
Bohdan Skaradziński
135Uwaga na wschód
O "Gazpromie" i Wranglu
     

KOŚCIÓŁ W ŚWIECIE

   
Józef Majewski
140Kronika religijna
     

PEJZAŻ KULTURALNY

   
Marzenna Guzowska
154Śmiertelna prawda
Magda Raczyńska
157Maski
Anna Pietrzak
161Teatr szeptany do ucha
     

NAD KSIĄŻKAMI

   
Marzenna Guzowska
Andrzej Friszke
Do czytania polecają
Izabela Trzcińska
166Pora zaćmienia
Konstanty Pieńkosz
170Mgła i światło
Paweł Sowiński
174Krotochwile i zamyślenia
Michał Kurkiewicz
180Prawda o ZMP
Zdzisław Szpakowski
183Naród w walce
     
196Zmarli
Julia Hartwig
201Miejsce przy oknie
Czarny kot, biały kot
     

Artykuł

WIĘŹ 3 (509) 2001

Piotr Wojciechowski

Jeden świat, jeden mózg
Znak bestii i bosy biskup

Nie tak dawno, w fali kart świątecznych, dostałem z Cieszyna obszerny list od mojego przyjaciela, Krzysztofa, kolegi jeszcze ze studiów dziennikarskich. Bez moralnych oporów nawiązuję tu do treści prywatnej korespondencji - bo ten list w niewielkim stopniu był listem prywatnym. Był raczej listem apostolskim. Bez żadnego cudzysłowu. Znam Krzysia od czterdziestu lat, obserwuję jego zadziwiającą w czystości i uporze drogę do Chrystusa, jego otwartość w dawaniu świadectwa. Krzysztof żyje w kręgu spraw ostatecznych. I tym razem pisze dużo o postach, wciąż wraca do tajemnic fatimskich, do apokaliptycznego spojrzenia na przemiany polityczne i technologiczne naszego świata. Wydaje mu się, że już blisko do czasu, gdy karta kredytowa zamieniona we wszczepiony pod skórę "chip" zamieni nas wszystkich w "niewolników światowego systemu totalitarnego". Ten chip, pośredniczący we wszystkich wpłatach i wypłatach, ma być zapowiedzianym w Apokalipsie "znakiem bestii".

Krzysztof widzi nadzieję w głębokim i radykalnym nawróceniu, jest maksymalistą. Wzywa do odrzucenia telewizji, ograniczenia rozmów towarzyskich, do wielkiej modlitwy, do poszczenia o chlebie i wodzie trzy razy w tygodniu, dołącza też ulotkę z sześciotygodniowym programem postów wydaną przez Biuro Ruchu Modlitwy Wstawienniczej za Polskę. Na wydruku dopisał maczkiem: przepraszam za mało świąteczne tematy.

W tym samym świątecznym okresie przełomu tysiącleci dostałem inny list, dużo jeszcze obszerniejszy. Pani Magdalena, którą poznałem kiedyś jako pobożną panią redaktor Wydawnictwa Archidiecezjalnego, napisała list-okólnik do swoich znajomych i przyjaciół, że rozpoczyna samotne życie konsekrowane jako pustelnica miejska poświęcająca się modlitwie i kontemplacji. Pisze o swoim powołaniu: konsekracja według "Ordo consecrationis virginum" jest samoistnym stanem życia konsekrowanego i najstarszą jego formą wywodzącą się z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Ofiarowanie Bogu w tym obrzędzie jest całkowite, nieodwracalne. Traktuje się je jako duchowe zaślubiny z Bogiem antycypujące już tu na ziemi nasze zjednoczenie z Bogiem w przyszłości. Stąd ten obrzęd traktuję jako zasadniczy akt w moim życiu, a późniejsze śluby eremickie zobowiążą mnie do określonego, bardziej samotniczego i milczącego, skupionego stylu życia oraz do ubóstwa i do posłuszeństwa wobec ordynariusza diecezji. Uboga zresztą i jestem, i będę tak czy tak. Pragnę żyć ubogo, choć modlę się, by Bóg oszczędził mi doświadczenia życia w nędzy. Proszę gorąco o modlitwę za mnie. Proszę też o przyjęcie tego, co pragnę w tym liście przekazać, a mianowicie, że jestem szczęśliwa, iż zostanę ofiarowana Bogu w Jego Kościele, dla Kościoła i przez Kościół. Z drugiej strony, zachwyca mnie to, że nie wiem, co będzie ze mną dalej. czuję się w ten sposób całkowicie w ręku Boga.

Korespondencja świąteczna już dawno w archiwum, a te dwa listy ciągle wypływają spomiędzy książek i notatek na biurku. Nie mogę wrzucić ich do pudła, chociaż dawno i serdecznie odpowiedziałem autorom. Te listy są zamierzoną prowokacją, są ważnymi przykładami istnienia tych światów myśli, które równie są odległe, co bliskie i rzeczywiste.

Wróciłem do tych listów próbując przygotować się do wyjazdu do Lublina, do prelekcji o komunikacji w Kościele.

Przytłaczał mnie ogrom tego tematu - zakorzenionego w tajemnicy świętych obcowania - a jednocześnie dotyczącego codzienności funkcjonowania Kościoła jako instytucji i funkcjonowania społeczeństwa jako Ludu Bożego. Tu trzeba by wielkiego sympozjum, poważnych specjalistów potrafiących mówić zarówno o tajemnicy działania Ducha Świętego na Kościół i na każdego z nas, jak i sprawach semantyki, teorii komunikacji, historii języka.

Temat przerastał oczywiście moje kompetencje, przerastał także objętość popołudniowego spotkania w salce za zakrystią w starym kościele powizytkowskim w Lublinie. Na szczęście, był współreferent, artysta i naukowiec, dr Dobrosław Bagiński, z głosem pełnym rozsądku i konkretów. Zwalił śnieg, była przerwa międzysemestralna, więc frekwencja na spotkaniu aby-aby. Spotkanie było dobre, choć kameralne, dyskusja żywa, a przecież ledwie dotknięto cząstki tego, co najważniejsze.

Następnego dnia chodziłem po śnieżnym starym Lublinie jak zaczarowany. Z każdego podwórka patrzyło ku mnie jakieś wspomnienie dzieciństwa. Dreptałem po ślizgawicy wśród życzliwych widm z głową nabitą pytaniami o konwencje i prowokacje, i jak to wszystko współdziała w komunikacji.

W Kościele, w którym wewnętrzna komunikacja ma tradycję dwudziestu stuleci, w którym Tradycja jest uznana za podstawowe źródło wiary na równi z Pismem, konwencje są częścią tradycji, są ważne, wszechobecne. Konwencje porządkują formy w liturgii i obyczajach Ludu Bożego, w sztuce sakralnej, w homiletyce i katechezie.

A przecież w Kościele jak i wszędzie, konwencje są potrzebne także jako tło do prowokacji.

Gdy wszyscy klękają, a ktoś pada krzyżem, to jest prowokacja. Gdy wszyscy idą w procesji czy pielgrzymce, a ktoś idzie boso - to jest prowokacja. Przypomniałem sobie lata osiemdziesiąte i zacnych przyjaciół, z którymi działałem w ruchu "Otrzeźwienia". Jechaliśmy kiedyś z Warszawy do pewnego biskupa i namawialiśmy się, jak tu go namówić, aby w pokutnej pielgrzymce poszedł boso, biorąc na siebie grzechy pijaństwa w swojej diecezji. Omówiliśmy wtedy z hierarchą wiele otrzeźwieniowych inicjatyw, propagowanie hasła "Polak nie pije w Wielkim Poście, w Sierpniu i w Adwencie", ale z propozycją bosego pielgrzymowania nikt z nas nie miał odwagi wystąpić. Może szkoda?

Dwadzieścia lat później mamy nadal przemieniający się Kościół, Kościół przeżywający jakieś kryzysy, a jednocześnie odnajdujący drogi nawrócenia i odnowy. Z tym, że teraz ten Kościół działa w społeczeństwie poddanym lawinie przeobrażeń, a także w świecie, który wydaje się dziś bardziej zmienny niż kiedykolwiek. Ludzie zostali wyprowadzeni z dawnego czasu, a przyszłość, do jakiej zmierzają, wydaje się im odległa i trudno osiągalna. Ich sytuacja zmienia się szybko, ciągle określana przez wiele uwarunkowań sumujących się ze sobą. Coraz liczniejsi znajdują się w sytuacji "pustyni bez konwencji".



Te wszystkie przemiany w jakimś stopniu nie tylko naruszają to, co jest konwencjami, ale jednocześnie nieustannie proponują nowe konwencje, nowe sposoby zachowań i komunikatów "normalnych" - czyli zgodnych z konwencjami.

Nie ułatwia nam to przenikania intencji, motywacji. Komu wystarcza konwencja? Komu potrzebna prowokacja? Zachowanie konwencjonalne może wynikać z emocjonalnego przywiązania do tradycji, z odpowiedzialnego przeżywania więzi wspólnotowych, ale także z lenistwa myślowego.

Zachowanie przełamujące konwencje może być wyrazem chuligaństwa, nieodpowiedzialnej próby zwrócenia na siebie uwagi, może być też aktem odwagi, próbą nawracającej katechezy, poszukiwaniem dróg "nowej ewangelizacji" czy wołaniem o pomoc. Może w końcu być objawem psychiatrycznym.



Są też takie prowokacje, które ukierunkowane są na umocnienie konwencji albo na odnowienie tradycji. Wiele posoborowych poszukiwań w dziedzinie liturgii i inkulturacji miało charakter takich właśnie prowokacji.

A list od Krzysztofa i ten dłuższy jeszcze od siostry Magdaleny?

Obydwa wyłamują się z konwencji korespondencji świątecznej, są w określony sposób wyjątkowe, prowokują. A jednocześnie odwołują się te listy do pewnej tradycji Kościoła, do konwencji korespondencji duchowej, pisemnego świadectwa, wzajemnego napominania, głoszenia Paruzji. Wobec tych listów nie jestem w stanie przyjąć postawy kpiarza czy ironisty. Są świadectwem o próbie utrzymywania języka mistyki, a co ważniejsze - zjawisk duchowych, które ten język opisuje.

Wiem, że byłoby marnie, gdyby nie było zapaleńców, ludzi dających świadectwo, Bożych szaleńców.

Takie listy to nie takie częste w Kościele akty komunikacji poziomej. Znaczna część komunikacji w Kościele to komunikacja konwencjonalna, pionowa, od hierarchii do proboszcza, od proboszcza do wiernych. Traktuje się ją jako specjalnie uprawnioną, bo naśladującą przekaz Objawienia - od Boga do człowieka.

Trwanie określonych konwencji, siła inercji tego trwania w Kościele, jest sprawą formalną, ale na formie się nie kończy. Konwencje są również spoiwem łączącym wspólnoty, warunkują możliwość porozumienia i współdziałania. Ruchy i stowarzyszenia w Kościele szukają osobnych form spotkań, własnych symboli nie po to, aby dzielić, szukają sposobu istnienia. Konwencje uczestniczą w rozprzestrzenianiu się międzyludzkiej ufności.

Konwencje mogą istnieć bez tego, że ktoś je łamie, czy atakuje pewnymi prowokacjami. Prowokacje bez konwencji istnieć nie mogą, ale to one właśnie stwarzają wyższe, bardziej emocjonalne piętro konwencji. Konwencja jest własnością wspólnoty uznającej tę właśnie konwencję za swoją i szerszej wspólnoty rozumiejącej określoną konwencję. Tak na przykład forma rekolekcji ignacjańskich praktykowana jest w środowiskach związanych z jezuitami, ale rozumiana i doceniana przez daleko szersze kręgi Kościoła. Konwencja pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" używana jest przez nielicznych, rozumiana powszechnie.

Prowokacja jest ekspresją osoby czy grupy. Prowokacja jest bronią samotnych i mniejszości, domaga się przyszłości, tak jak konwencja jest siłą większości zakorzenioną w przeszłości, mitologizującą przeszłość.

Prowokacja posługuje się często językiem symboli. Pięść podniesiona w górę, spalony sztandar, złamana szabla, rozdarta szata - to tylko kilka słów tego języka.

Obserwuję dziś, jak promieniowanie systemu rynkowego niszczy konwencję dialogu osób, redukuje go do ról społecznych sprzedawcy i nabywcy.

W tym układzie prowokacja staje się towarem, narzędziem propagandy i reklamy, coraz mniejsza jest jej wartość jako ekspresji osoby, aktu świadectwa, wołania o sprawę.

W narastającym szumie komunikatów rynkowych udających dialog, w "pustyni zanikających konwencji" coraz trudniej znaleźć język porozumienia, coraz trudniej przebić się prowokacją przez tolerancyjną obojętność.

Oczywiście, wewnątrz Kościoła jest lepiej. W lubelskiej dyskusji podkreślano jednak, że brak nam ciągle takiego ustroju komunikacyjnego, który by jednoczył w jeden system struktury hierarchiczne, struktury kolegialne i struktury wspólnotowe. Dużo o tym mówił właśnie dr Bagiński.

Nawet jednak tam, gdzie komunikacja ma już miejsce, często okazuje się mało skuteczna. Wskazać można co najmniej dwa tego powody - pierwszym jest ignorowanie kontekstu, nieznajomość konwencji, niewłaściwy jej wybór. Ignorowanie kontekstu wynika często z braku informacji lub z myślowego lenistwa. Nie wiemy, do kogo mówimy, nawet nie chcemy wiedzieć. Nie wiemy, jakie konwencje są jeszcze aktywne w grupie słuchaczy, odbiorców, czytelników.

Drugim powodem nieskutecznej komunikacji jest zaniedbywanie odświeżania, wzbogacania języka przekazu. Brak odwagi czy brak wyobraźni do przemówienia prowokacją. Czy bez języka prowokacji można mówić o łasce Chrystusa? O Tym, który przyniósł miecz, o Tym, który chciał ogień rzucić na ziemię?

Z listu pani Magdaleny, co stała się siostrą Magdaleną: Pustelnice, o ile wiem, są w Polsce trzy, a kobiet konsekrowanych według "Ordo consecrationis virginum" około dziesięciu, dwunastu.

Z listu Krzysztofa z Cieszyna: Postanawiam pościć o chlebie (różne jego rodzaje) i wodzie (lub herbacie z polskich ziół) w poniedziałki, środy i piątki. W pozostałe dni tygodnia planuję spożywać (tak jak to praktykuję) chleb, kasze (z dodatkiem soli niewarzonej i mąki z pełnego przemiału), ziemniaki (niekraszone), rodzime owoce, jarzyny i warzywa, naturalne jogurty i kefiry lub kwaśne mleko, a także zupy i pierogi (bezmięsne i bez omasty), cebulę (najchętniej czerwoną) i chrzan (bez octu), i oliwę (najlepiej tłoczoną na zimno). Może (po okresie 40 dni Postu) w niektóre niedziele coś z gotowanych ryb lub grzybów, trochę orzechów. Jeśli będę zaziębiony lub podziębiony, to dodam czosnek i wodę z cytryną i miodem.



A ja? W Adwencie, Sierpniu i Poście ani kropli, nawet piwa. Blado to wypada wobec tych cudownych prowokacji Krzysia i siostry Magdaleny. I w moim środowisku nikogo już to chyba nie prowokuje.

wstecz

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?