Twój schowekTwój koszyk
szukaj

Maj 2000

Radio - między kulturą a komercją

5 (499)

Radio - między kulturą a komercją

     

PISANE NA GORĄCO

   
ks. Michał Czajkowski
3Pielgrzymka Dwutysiąclecia
Agnieszka Magdziak-Miszewska
6Głos z Jerozolimy
Jacek Borkowicz
7Nadzieja na nowego Piotra Wielkiego
Wojciech Wieczorek
9Późne zadośćuczynienie
     
11Od redakcji
     

Radio - między kulturą a komercją

   
Agnieszka Magdziak-Miszewska
12„My” i „oni” w polskim życiu publicznym
Paweł Śpiewak
17„My” i „oni” w społeczeństwie polskim
Ludmiła Marjańska
25Wiersze
Hanna Maria Giza
Krzysztof Skowroński
Eugeniusz Smolar
Tomasz Wiścicki
27Po co istnieje radio
dyskusja
Piotr Wojciechowski
39Głosy nad nami
Tomasz Wiścicki
46Co słychać?
Raport o polskiej radiofonii
Dorota Cieślik
56Inwazja mocy i żądza pieniądza
Cezary Gmyz
65Plus i Maryja – radio po katolicku
Anna Belka
75Czwarta władza w Sochaczewie
Adrianna Szymańska
88Wiersze
Ryszard Montusiewicz
89Mogło być poprawnie, było wspaniale
Papież w Ziemi Świętej
Avner Shalev
Agnieszka Magdziak-Miszewska
105On rozumie nasz ból
rozmowa
Halina Birenbaum
108Gdyby taki mógł być świat!
ks. Janusz Frankowski
114Dziesięć miar Jerozolimy
Piotr Wojciechowski
123Jeden świat, jeden mózg
Celna diagnoza, trujące leki
Kazimierz Urbaniak
Magdalena Bajer
127Blizny po ukąszeniu
Miałem rozterki – nie mam wyrzutów
rozmowa
     

Z PROBLEMÓW NAJNOWSZEJ HISTORII POLSKI

   
Andrzej Friszke
139Droga do Okrągłego Stołu (2)
     

POLACY I ICH SĄSIEDZI

   
Ludmiła Saraskina
155Czekając na Wielkiego Inkwizytora
Rosja na progu XXI wieku
164Kronika czeska
Bohdan Skaradziński
169Uwaga na Wschód
Arłamów – czas odmieniony?
     

KOŚCIÓŁ W ŚWIECIE

   
175Kronika religijna
     

PEJZAŻ KULTURALNY

   
Marzenna Guzowska
188Raczej triumf niż śmierć
Aleksandra Rembowska
190W biegu do czego?
Katarzyna Jabłońska
194Kino, które jest intensywnością
Piotr Kopszak
199Dawni mistrzowie ogni sztucznych
     

NAD KSIĄŻKAMI

   
ks. Tomasz Słomiński
202W krainie sensu
Michał Kurkiewicz
205Czekamy na dzieje Białorusi
Wojciech Kaliszewski
208Ścieżki życia
Marzenna Guzowska
Jacek Borkowicz
213Do czytania polecają
     
221Zmarli
Małgorzata Borkowska OSB
225Jego pytania do nas
Przyjacielu, po coś przyszedł?
     

Listy do redakcji

   
Kazimierz Czapliński
226
     

Artykuł

WIĘŹ 5 (499) 2000

Ryszard Montusiewicz

Mogło być poprawnie, było wspaniale
Papież w Ziemi Świętej

Wieczorem, w kilka godzin po przybyciu Jana Pawła II do Ziemi Świętej, zadzwonił do nas Arkadij Chaim - rosyjski Żyd z Sankt Petersburga, mieszkający w Erec Izrael od 20 lat, muzyk i profesor w klasie skrzypiec, podkreślający zawsze, że jest niereligijny - aby przekazać pozdrowienia (!) z okazji przyjazdu Papieża: "Pozdrawliaju s papoj rimskim! Wot, eto błagodat' dla wsiech".

Oczekiwanie i przygotowania

Pielgrzymka Jana Pawła II - jeszcze zanim się rozpoczęła - zaczęła przełamywać bariery i stereotypy żydowskiego postrzegania chrześcijaństwa. Zamykały one dotychczas katolicyzm w kręgu antysemityzmu, inkwizycji, fali prześladowań antyżydowskich, milczenia w epoce Holokaustu. Sytuowały Kościół lokalny w Ziemi Świętej i jego hierarchów wyłącznie w politycznym kontekście palestyńsko-izraelskim. W rzeszach pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej widziano zaś do tej pory przede wszystkim ekonomiczny wymiar dobrego biznesu.

Wedle badań opinii publicznej przeprowadzonych przez Instytut Gallupa na dwa tygodnie przed pielgrzymką, 60 proc. dorosłych Żydów izraelskich pozytywnie oceniało przyjazd Jana Pawła II, a tylko 12 proc. wyrażało się o wizycie negatywnie, a pozostali - 28 proc. - nie mieli na ten temat wyrobionego zdania. W tym samym sondażu 35 proc. ankietowanych wiedziało o niedawnym papieskim akcie skruchy i prośbie o wybaczenie win i grzechów członków Kościoła przeciwko narodowi żydowskiemu, ale 31 proc. uważało, że Kościół nie dokonał takiego aktu. Wyniki te - potwierdzone także w innych sondażach na temat Papieża, Kościoła katolickiego i chrześcijaństwa, których nie brakowało w marcu - budziły pozytywne zdziwienie, zasadniczo podważając stereotypowe mniemanie, wedle którego postrzeganie przez Żydów Kościoła katolickiego i instytucji papiestwa miało być zdecydowanie i jawnie negatywne.

Papieska pielgrzymka otworzyła też media izraelskie - powiewem ciepłego klimatu - na cały obszar tematyki dotyczącej chrześcijaństwa, papiestwa, stosunków chrześcijańsko-żydowskich. Problematyka ta pojawiała się także i dotychczas, ale w widocznym gorsecie stereotypów. Tym razem gazety izraelskie rozpisywały się szczegółowo o wszelkich formach przygotowań do pielgrzymki papieskiej. W prasowych depeszach, relacjach, reportażach, komentarzach dominował ton przychylny, nawet gdy pisano o pieniądzach, trudnościach i potknięciach organizacyjnych.

"Ha'aretz", jeden z trzech najważniejszych w Izraelu dzienników, wydał z okazji papieskiej pielgrzymki imponujący magazyn, o objętości 56 stron formatu A3. Nie sposób w tym miejscu streścić zawartości tego magazynu, ale konieczne wydaje się - dla oddania atmosfery medialnej wokół pielgrzymki papieskiej - przywołanie artykułu Jorama Bronowskiego pod znamiennym tytułem "A cosmo-Polish Pope" (zapis tytułu w oryginale). Autor opisuje tam działalność pasterską Jana Pawła II i rewolucyjną wizję "pontyfikatu pielgrzymującego" w odniesieniu do doświadczeń osobistych Karola Wojtyły. W "papieskim" magazynie znalazły się także m.in. artykuły nuncjusza apostolskiego w Izraelu abp. Pietro Sambi oraz ambasadora Polski w Izraelu Macieja Kozłowskiego. Cykl wnikliwych artykułów poświęcony został postawie ostatnich papieży wobec Żydów i judaizmu, katolickiemu stanowisku wobec powstania państwa Izrael, antysemityzmu i Holokaustu. To blok bardzo delikatnych, drażliwych i wielorako skomplikowanych tematów, wobec których opinia żydowska w Izraelu i w diasporze pozostanie zawsze bardzo wrażliwa.

W mediach izraelskich i opinii publicznej dominował ton oczekiwania, jakby kibicowania, jak się to wszystko uda. Wielokrotnie podkreślano, także ustami wysokich przedstawicieli władz izraelskich, m.in. szefa policji gen. Wilka, że pielgrzymka Papieża Jana Pawła II jest zarazem największą operacją logistyczno-organizacyjną w dziejach państwa Izrael. Państwo zaś zgotowało Papieżowi przyjęcie pełne głębokiego szacunku i najwyższego respektu. Nikogo nie witano i nie żegnano w Izraelu w tak uroczystej oprawie ceremoniału protokolarnego i dyplomatycznego. Okazała, ze smakiem przygotowana, uroczystość powitania na międzynarodowym lotnisku im. Ben Guriona (ten pierwszy premier państwa Izrael urodził się w Płońsku, do czego miasto to ostatnio z dumą się przyznaje), zgromadziła najwyższych przedstawicieli władz izraelskich, kompanie honorowe, orkiestry, przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich, dyplomatów. Równie uroczyście, w tak samo dostojnej oprawie ceremoniału, żegnano Papieża, który powrócił do Rzymu na pokładzie izraelskiego samolotu z napisem "Jerozolima".

Wiele wydarzeń podczas papieskiej pielgrzymki miało wymiar wyjątkowy. A trzeba nieustannie pamiętać, że - ponieważ zależały od gościnności, gestu i dobrej woli gospodarzy - mogły mieć charakter tylko zwykły, powściągliwy. Tę pielgrzymkę trzeba mierzyć inną miarą niż wizyty w krajach chrześcijańskich. Papież przybył do ziemi - w bardzo wielu wymiarach i aspektach - jedynej, wyjątkowej. Dopiero uwzględniając te lokalne, a także dziejowe, okoliczności, rozumiejąc te uwarunkowania, można dostrzec znaczenie dobrej woli gospodarzy. Mogło być po prostu poprawnie, było wspaniale.

Izrael to państwo narodu żydowskiego, jak głosi jego formuła. Jego istnienie dla jednych jest wypełnieniem obietnic Boga wobec Ludu Wybranego i powrotem do Ziemi Obiecanej, dla innych to owoc myśli i trudu wielu pokoleń syjonistów żydowskich. W jeszcze innym wymiarze państwo Izrael powstało w odniesieniu do tragedii zagłady narodu żydowskiego. A zarazem jest to państwo, którego nie uznają (!) mieszkający w nim Żydzi ultraortodoksyjni, oczekujący, że dopiero Mesjasz, a zatem nikt z ludzi, przywróci państwo narodu wybranego. Tego państwa nie uznaje większość świata arabskiego, w którym Izrael jest "zanurzony". Jest to państwo uwikłane od ponad półwiecza w konflikt palestyński, państwo, przez które przebiega tyle konfliktów bliskowschodnich i żydowsko-islamskich. Izrael to państwo, które poprzez wiele swoich instytucji oraz w pamięci zbiorowej i indywidualnej swych mieszkańców przechowuje trudne dzieje obecności wielu pokoleń żydowskich w świecie chrześcijańskim i doświadczenia prześladowań. Izrael to państwo, którego stolicy w Jerozolimie nie uznaje społeczność międzynarodowa. Żyje tu zaledwie około 2 proc. chrześcijan, z których tylko 1/3 stanowią katolicy Kościoła rzymskiego i Kościołów wschodnich. Jednocześnie wiele instytucji izraelskich i decyzji władz spotyka się z krytyką zwierzchników i przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich lokalnych i z zewnątrz.

Już te wymienione uwarunkowania, które można by mnożyć i uszczegóławiać, usprawiedliwiałyby poprawny tylko przebieg pielgrzymki papieskiej. Niemniej bardzo wielu środowiskom w Izraelu zależało, aby ta wizyta okazała się ważna, przełomowa dla relacji izraelsko-watykańskich, żydowsko-katolickich, i szerzej żydowsko-chrześcijańskich, oraz bliskowschodnich, aby także budowała pozytywny wizerunek państwa w oczach opinii międzynarodowej, społeczności chrześcijan i w mediach światowych.

Mimo trudności budżetowych, rząd izraelski wyłożył duże środki na organizację pielgrzymki papieskiej, bezpieczeństwo, infrastrukturę, komunikację, informację. Znakomicie przygotowano centrum prasowe w Jerozolimie, a także jego filię w Nazarecie. Zaakceptowano koncepcję organizacji bezprecedensowej Mszy św. dla stu tysięcy wiernych u stóp Góry Błogosławieństw i wykrojono na ten cel rozległy obszar parku przyrody. Zaakceptowano zgłoszoną przez stronę kościelną liczbę pielgrzymów ze świata, choć stwarzało to dodatkowe problemy organizacyjne. Mimo protestów ze strony Żydów ortodoksyjnych, znaleziono "kompromis szabatowy" (nie człowiek dla szabatu, ale szabat dla człowieka.) i Papież mógł helikopterem wrócić w sobotę do Jerozolimy, a także bez przeszkód zrealizować program pielgrzymki w Nazarecie. Strona izraelska zaangażowała w przygotowania pielgrzymki poważne środki finansowe, ludzkie i organizacyjne, bardzo dobrze układała się współpraca ze stroną kościelną.

Nigdy dotychczas w historii telewizji izraelskiej nie poświęcono tyle czasu antenowego transmisji liturgii i celebracji chrześcijańskich w głównych kanałach telewizji państwowej, z komentarzem w języku hebrajskim i z tłumaczeniami podawanymi tekstem na ekranie. Nawet bowiem gdy transmitowana jest (choć nie corocznie) pasterka w Betlejem, to dzieje się to w paśmie arabskim telewizji izraelskiej, bez żadnego komentarza w języku hebrajskim, a nawet bez specjalnych anonsów prasowych.

A ty, Betlejem.

Ulice Betlejem, ale tylko główne i w otoczeniu centralnego Placu Żłóbka, witały pielgrzymów sznurami papieskich i palestyńskich chorągiewek, girlandami połyskliwych wstążek i plakatowych rozmiarów wspólnymi portretami Jana Pawła II i przewodniczącego Autonomii Palestyńskiej Jasera Arafata. Środki bezpieczeństwa były w Betlejem maksymalnie zaostrzone. Do miasta wpuszczano tylko autokary i samochody osobowe posiadające specjalne przepustki, ruch lokalny w centrum był zamknięty, na ulicach stały szpalery policjantów, patrole kontrolowały miasto, pilnując skrzyżowań i ciągów komunikacyjnych. Na Mszę papieską wpuszczono ograniczoną liczbę wiernych - około 5-6 tysięcy. Było bardzo luźno, zmieściłoby się co najmniej drugie tyle. Praktycznie niemożliwe było zdobycie kart wstępu przez katolików z parafii w Izraelu i grupy pielgrzymów z zagranicy.

Przy wejściu na plac celebry policjanci palestyńscy kontrolowali karty wstępu, bagaże osobiste i przepuszczali przez bramkę magnetyczną. Tak zaostrzonych środków bezpieczeństwa nie było w żadnym miejscu papieskich spotkań na terenie Izraela, nawet na Górze Błogosławieństw. Niestety, niezbyt udana była koncepcja architektoniczno-plastyczna ołtarza papieskiego w Betlejem. Przytłaczająca konstrukcja rurowa w końcu niezbyt dużej formy architektonicznej, szaro-niebieskie płótno tła, bez żadnego wypełnienia, nieudolnie wykrojona "gwiazda betlejemska" z zamaszystym biało-żółtym ogonem, brak wyrazistych znaków liturgicznych. W otoczeniu kameralnego i gustownie odrestaurowanego placu dominowały ogromne, zwieszone z otaczających budynków portrety przedstawianych wspólnie Jana Pawła II i Jasera Arafata. Wymiar propagandowy dominował nad wystrojem plastycznym miasta i miejsca Mszy św.

Z perspektywy uczestnika tej celebracji, kilka rzeczy mogło dziwić i zastanawiać. Dawał się zauważyć brak koncepcji wypełnienia czasu oczekiwania na Ojca Świętego. Osoba odpowiedzialna za oprawę muzyczną bezustannie powtarzała dwa refreny pieśni po arabsku i jeden po włosku, przez przeraźliwie głośno ustawione głośniki. Nie udało się wzbudzić na powitanie Papieża spontanicznego entuzjazmu. Większy aplauz - czy szczery? - wzbudziło przybycie na Mszę przewodniczącego Jasera Arafata z żoną Suhą (pochodzącą z chrześcijańskiej rodziny prawosławnej).

Zastanawiał przekrój społeczny uczestników betlejemskiej Mszy. Przede wszystkim młodzież - to bardzo dobrze, ale jakby brakowało pokolenia średniego i starszego katolików palestyńskich. Raziło zachowanie części młodych ludzi - niekiedy nawet papierosy i rozmowy przez telefony komórkowe. W trakcie przekazywania znaku pokoju niektórzy odmawiali podania ręki. Kim byli - może chrześcijanami prawosławnymi, może muzułmanami, którzy z różnych powodów przyszli na ciekawe widowisko? Zupełnie inna młodzież niż ta, która nieco później przybyła z całego świata na Górę Błogosławieństw.

Chrześcijanie stanowią dzisiaj wyraźną mniejszość w morzu szybko przyrastającego społeczeństwa muzułmańskiego. Jeszcze sto lat temu chrześcijanie stanowili w Betlejem 80 proc. mieszkańców miasta, dzisiaj tylko - 20 proc. Sytuację chrześcijan w Betlejem i na terytoriach palestyńskich symbolicznie ukazało nieoczekiwane wydarzenie - śpiew muezina podczas Mszy świętej. W chwili, gdy Papież skończył homilię, z minaretu meczetu, usytuowanego przy jednej z pierzei Placu Żłóbka, zabrzmiał donośny głos wzywający wiernych Allaha na modlitwę południową. Na twarzach wielu hierarchów lokalnych Kościołów, koncelebrujących z Papieżem Mszę św., można było zauważyć oznaki konsternacji. Jan Paweł II pozostał na swoim miejscu w fotelu i cały bieg Eucharystii został zatrzymany, aż do zakończenia muzułmańskiej modlitwy. Niektórzy komentatorzy sugerowali, że modlitwa ta została o skrócona do kilku minut ze względu na obecność Papieża, ale nie wydaje się, aby muezin był gotowy uczynić ten gest. Tym bardziej że "wpadł" on w środek Mszy św. w sposób niezamierzony - celebracja papieska opóźniła się, a według programu miała się skończyć przed południem, właśnie w porze, gdy wypada południowa modlitwa muzułmańska.

Podobna sytuacja miała już zresztą miejsce w Betlejem, 4 grudnia ubiegłego roku. W trakcie liturgicznego, ekumenicznego spotkania inaugurującego obchody roku jubileuszowego (po raz pierwszy udało się je zorganizować na tak wysokim szczeblu: uczestniczyli w nim wszyscy patriarchowie i zwierzchnicy Kościołów prawosławnych, katolickich i protestanckich w Ziemi Świętej, a obecny był także Jaser Arafat), z minaretu zabrzmiała głośna, zwielokrotniona przez megafony, modlitwa muezina. Wtedy patriarcha łaciński Jerozolimy, abp Michel Sabbah, przerwał przebieg ceremonii i wszyscy jej uczestnicy w milczeniu czekali na zakończenie muzułmańskiej modlitwy.

W kontekście tych epizodów i obserwacji, niezwykle aktualnie i profetycznie brzmi papieskie wezwanie, które pozostawił on katolikom i chrześcijanom betlejemskim i palestyńskim. "Nie lękajcie się!" - trwać w tej ziemi i w swojej tożsamości. Jan Paweł II przypomniał, że chrześcijanie są tutaj obecni od wielu wieków, pomimo przeżywanych trudności.

Ojciec Seweryn Lubecki, franciszkanin, filozof pracujący w Betlejem, uważa, że owo papieskie dodanie odwagi w momencie, w którym - jak wiadomo ze statystyk - chrześcijanie masowo opuszczają Ziemię Świętą, masowo opuszczają również Betlejem, na pewno było czymś ważnym dla nich, na pewno zmusi do refleksji. Polski franciszkanin ufa, że zachęci to ich do tego, aby pomimo wszystko zostawali na Ziemi Świętej, także w samym Betlejem, aby trwali wiernie przy Chrystusie, aby nadal - razem z franciszkanami - byli kustoszami miejsca Bożego Narodzenia.

Homilia papieska z Betlejem stanowiła skierowane do wszystkich katolików i całego świata orędzie o uniwersalnym misterium wcielenia Boga, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem w prostocie betlejemskiej groty. Ale zarazem "palestyński" dzień papieskiego pielgrzymowania w Ziemi Świętej pokazał trudności i uwikłania Kościoła katolickiego w Palestynie. Kościół ten, uwarunkowany bardzo specyficznymi okolicznościami politycznymi i społecznymi, nieustannie i wytrwale upomina się o respektowanie praw osoby ludzkiej i praw narodu palestyńskiego do samostanowienia, domaga się swobodnego dostępu do miejsc świętych dla wyznawców chrześcijaństwa i islamu, prowadzi instytucje społeczne i edukacyjne. Wydaje się jednak konieczne podjęcie przez Kościół palestyński dzieła reewangelizacji wśród własnych wiernych, tak aby wezwanie Jana Pawła II znalazło realne oparcie w wierze egzystencjalnie przeżywanej - także wśród cierpień i ucisku.

Źródła palestyńskie podkreślają, że pobyt Papieża w Autonomii Palestyńskiej - w Betlejem i w obozie uchodźców Deheisha - okazał się sukcesem. Niemniej wielu komentatorów dostrzegało próby upolitycznienia pobytu Papieża w Autonomii Palestyńskiej i ukrywane rozczarowanie, że nie usłyszano wyraźnego poparcia dla sprawy utworzenia państwa palestyńskiego, przy całej życzliwości polityki watykańskiej wobec praw narodu palestyńskiego. Zamieszki, które wybuchły w obozie Deheisha tuż po opuszczeniu go przez Jana Pawła II, pokazały, że wewnątrz społeczności palestyńskiej istnieją napięcia, których źródeł nie można upatrywać tylko na zewnątrz.

Jerozolima w czasie swego nawiedzenia

Papież Jan Paweł II przybył do Ziemi Świętej nie tylko na progu trzeciego milenium chrześcijaństwa, w Roku Wielkiego Jubileuszu, ale również w żydowskim roku Taf szin samech, który w religijnej tradycji judaistycznej, zawartej w Chesed le Avraham, jest rokiem oczekiwania na nadejście Mesjasza. Papież przybył do Jerozolimy i do Izraela także w święto Purim, które - przeżywane w radosnym klimacie - upamiętnia cudowne ocalenie Żydów przed zagładą w epoce imperium perskiego (około 2500 lat temu) dzięki postawie królowej Ester.

Już na tydzień przed przybyciem Papieża Jerozolima przybrała odświętny wygląd. Wyjątkowo wcześnie, w porównaniu z innymi oficjalnymi wizytami dostojnych gości, miasto zostało udekorowane flagami watykańskimi, izraelskimi i jerozolimskimi. Począwszy od wjazdu do miasta autostradą biegnącą z Tel Awiwu i lotniska międzynarodowego im. Ben Guriona, główne arterie prowadzące w kierunku Starego Miasta i Góry Skopus udekorowane zostały flagami przymocowanymi do słupów oświetleniowych oraz pękami flag umieszczonych na pasach zieleni. W kilku punktach miasta, od strony zachodniej, ustawione były dużych rozmiarów plansze w kolorach biało-żółtym z napisem w języku angielskim - "Jerozolima wita Jego Świątobliwość papieża Jana Pawła II". Flagi watykańskie znalazły się także w rejonie Bramy Jaffskiej i Bramy Gnojnej, przez które Papież wjeżdżał do Starego Miasta.

"Rozrzutność" izraelska w dekorowaniu Jerozolimy z okazji przybycia Papieża była doprawdy dużym zaskoczeniem. W krajobrazie jerozolimskich domów i budowli z kremowego i różowego piaskowca, w jasnym świetle słonecznym, w błękicie czystego nieba, wiosennej zieleni i kolorach kwitnących drzew, szpalery papieskich i izraelskich flag zwiastowały wydarzenie wielkie i wyjątkowe.

Mury Starej Jerozolimy w sąsiedztwie Bramy Nowej i siedziby Kustodii Ziemi Świętej przystrojone były sznurami chorągiewek papieskich oraz wizerunkiem krzyża jerozolimskiego. Z wysokiej dzwonnicy franciszkańskiego kościoła pw. Najświętszego Zbawiciela zwisały, powiewając na wietrze, długie chorągwie papieskie i z krzyżem jerozolimskim. Wewnątrz murów dekoracje papieskie - flagi, chorągiewki, portrety Papieża, plakaty okolicznościowe, hasła powitania - umieszczone były w sąsiedztwie instytucji katolickich: patriarchatu łacińskiego i egzarchatów katolickich Kościołów wschodnich, instytucji franciszkańskiej kustodii, szkół katolickich, a także przy katolickich sklepach, restauracyjkach i kafejkach. Ale "geografia" dekoracji uwidaczniała podziały chrześcijańskiej Jerozolimy. Przykładowo, uliczka Patriarchatu Łacińskiego była oczywiście udekorowana, ale uliczka Greckiego Patriarchatu Prawosławnego już nie.

Na Górze Skopus przygotowane zostało lądowisko dla papieskiego helikoptera. Ulice biegnące do siedziby delegatury apostolskiej, położonej na stoku Góry Oliwnej, gdzie Jan Paweł II miał swoją siedzibę, oraz do Starego Miasta otrzymały nową nawierzchnię i chodniki, oraz oznaczenia poziome. Wyraźne tablice informowały, że w dniach od 21 do 26 marca ruch w tym rejonie będzie zupełnie zamknięty.

To właśnie na Górze Skopus, na przygotowanym specjalnie lądowisku helikopterowym, wydarzył się, w przeddzień przybycia Papieża do Jerozolimy, najpoważniejszy incydent skierowany przeciwko jego wizycie w Izraelu. Członkowie fundamentalistycznego, religijno-nacjonalistycznego ruchu "Kah" (zresztą zdelegalizowanego kilka lat temu przez władze izraelskie), wymalowali na asfalcie lądowiska swastyki, oraz napisy: "Nie chcemy Papieża!" i "Gdzie byłeś podczas Holokaustu?", spalili flagę watykańską oraz zniszczyli instalację elektryczną.

O ile dzielnice żydowskie Jerozolimy i sektory katolickie Starego Miasta przybrały odświętny wygląd, o tyle we Wschodniej Jerozolimie i osiedlach na Górze Oliwnej, zamieszkanych przez ludność arabską, muzułmańską, nie widać było oznak zapowiadających papieską wizytę.

Z przybyciem Papieża do Jerozolimy zbiegły się symboliczne wydarzenia. Dwa tygodnie wcześniej na Uniwersytecie Hebrajskim w tym mieście, który obchodzi w tym roku jubileusz 75-lecia istnienia, odbyła się uroczystość inauguracji Centrum Studiów nad Chrześcijaństwem, pierwszej tego typu placówki, powitanej przez środowiska chrześcijańskie z radością i uznaniem. Natomiast w tygodniu poprzedzającym papieską wizytę odbyła się uroczystość zakończenia prac renowacyjnych na Via Crucis - Drodze Krzyżowej. Projekt ten realizowany był przez trzy lata, a w jego finansowaniu uczestniczyli: izraelskie ministerstwo ds. turystyki, urząd miejski Jerozolimy, Fundacja Jerozolimska, na której czele stoi słynny, były wieloletni mer Jerozolimy Teddy Kollek, oraz - po raz pierwszy w tak poważnym stopniu - organizacje chrześcijańskie z Europy i USA.

Jan Paweł II dokonał zatem nawiedzenia Jerozolimy, świętego miasta trzech religii monoteistycznych, dotykając wszystkich wymiarów jej skomplikowanej rzeczywistości - historycznej, religijnej, politycznej. Odwiedził:

Górę Skopus, z której rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na Pustynię Judzką, dolinę Jordanu, Morze Martwe i góry, skąd przyszedł lud Izraela, aby posiąść obiecaną przez Boga Ziemię;

Górę Oliwną z leżącą u jej stóp bazyliką Narodów - Getsemani, Skałą Agonii i Ogrodem Oliwnym;

Wieczernik - miejsce Ostatniej Wieczerzy i zstąpienia Ducha Świętego; miejsce, w którym chrześcijanie nie są obecni od 450 lat; tu Papież celebrował historyczną Eucharystię, a potem zatopił się w długiej modlitwie;

Bazylikę Grobu Pańskiego - zwaną przez Greków, może celniej, świątynią Anastasis - Zmartwychwstania; największe sanktuarium chrześcijaństwa; miejsce, gdzie dokonała się Pascha Jezusa Chrystusa przez mękę i śmierć do nowego życia;

patriarchę grecko-prawosławnego i patriarchę ormiańskiego, czcigodnych kontynuatorów wielowiekowej obecności w Świętym Mieście starożytnych Kościołów wschodnich;

zwierzchników Kościołów chrześcijańskich - prawosławnych, katolickich i protestanckich, przedstawiających tyle tradycji historycznych, liturgicznych, narodowych obecnych w Jerozolimie, pasterzy podzielonego i szukającego jedności chrześcijaństwa;

łacińską konkatedrę i zebranych w niej katolików jerozolimskich;

naczelnych rabinów izraelskich - aszkenazyjskiego i sefardyjskiego, oraz grono rabinów największych miast izraelskich;

Ścianę Płaczu, pozostałość Świątyni judaizmu;

Wzgórze Świątynne i zwierzchników muzułmańskich,

Yad Vashem - niezwykły pomnik pamięci 6 milionów Żydów - ofiar Holokaustu;

prezydenta państwa Izrael Ezera Weizmana i środowisko polityków izraelskich, w rezydencji prezydenckiej Beit Hanassi w Jerozolimie, pozostającej dla Żydów wieczną i niepodzielną stolicą państwa Izrael i narodu żydowskiego;

konsulów generalnych, akredytowanych w Jerozolimie (jak wiadomo, ambasady znajdują się w Tel Awiwie z powodu nieuznawania przez społeczność międzynarodową Jerozolimy za stolicę państwa Izrael);

liderów trzech religii monoteistycznych na wspólnym spotkaniu w siedzibie papieskiego Instytutu Notre Dame.

Jan Paweł II nie wahał się i nie obawiał się przekroczyć żadnego progu, żadnej bariery, przełamując niemożliwości, nieufności, więcej - torując drogę innym, którzy tu pozostają, a którzy dotychczas nie poznali się, gdyż może brakowało im odwagi, może sprzyjających okoliczności, może wspaniałomyślności. Papież, nie używając słów, mówił "Nie lękajcie się" także do hierarchów, zwierzchników wszystkich Kościołów chrześcijańskich, rabinów, imamów i liderów islamskich. Pozostawił im dzieło dialogu, pokoju i współżycia, dla których przetarł drogi.

Idźcie i ogłoście moim braciom, że idę do Galilei

Pieśń, której słowa zostały wzięte z Ewangelii św. Mateusza, a melodię ułożył Kiko Argüello, inicjator Drogi Neokatechumenalnej, stała się hymnem i "przebojem" papieskiej pielgrzymki do Ziemi Świętej. Śpiewały ją grupy młodych pielgrzymów przybyłych z całego świata we wszystkich miejscach, gdzie się pojawiali i gdzie towarzyszyli Papieżowi. Na ulicach Betlejem i Jerozolimy, nad Jeziorem Galilejskim, w kibucach i obozowiskach, gdzie mieszkali. Na szlakach pielgrzymich i w sanktuariach. W parafiach, w których spotykali się z miejscowymi katolikami, dodając im - słowami i żywą melodyką pieśni - entuzjazmu i odwagi w ruszeniu za Papieżem. W oczekiwaniu na autokary i w strugach deszczu, który, owszem, w tej ziemi jest zawsze błogosławiony, ale akurat nie był wypatrywany w tych dniach - zalewał wszak obozowiska i plac przyszłej celebry papieskiej.

Do Ziemi Świętej przybyło na czas pielgrzymki Jana Pawła II około 45 tysięcy młodych pielgrzymów ze wspólnot neokatechumenalnych, wraz z nimi blisko stu biskupów i arcybiskupów, kilku kardynałów, ponad tysiąc prezbiterów i kilkuset seminarzystów z misyjnych diecezjalnych seminariów "Redemptoris Mater".

Między Izraelem a resztą świata powstał prawdziwy most powietrzny. W ciągu dwóch dni lotnisko międzynarodowe koło Tel Awiwu przyjąć musiało około 200 dodatkowych samolotów. Była to zupełnie wyjątkowa i bezprecedensowa akcja w dziejach chrześcijańskiego pielgrzymowania do Ziemi Świętej. Na rękę młodym pielgrzymom poszły izraelskie służby graniczne i celne, dokonując odprawy grup na płycie lotniska i wprost w autobusach. Z pomocą przyszło wojsko izraelskie - Cahal, udostępniając częściowo swoje bazy na noclegi i organizując nad Jeziorem Galilejskim miasteczka namiotowe dla 10 tysięcy pielgrzymów. Kompanie transportu publicznego wycofały część swego taboru z użytku ogólnego, przeznaczając go na potrzeby pielgrzymów. Strona izraelska podjęła ten dodatkowy wysiłek, stwarzając tym samym - we współpracy z organizatorami kościelnymi - warunki dla jeszcze jednego wymiaru tej historycznej, milenijnej pielgrzymki.

Przede wszystkim jednak to ci pielgrzymi - młodzież z całego świata - tworzyli klimat papieskiego pielgrzymowania znany z tylu innych miejsc. Zarażali entuzjazmem katolików lokalnych, łamali też wszelkie bariery w kontaktach ze społecznością żydowską, tam gdzie przebywali i zatrzymywali się.

Bez wątpienia, chrześcijanie w Ziemi Świętej, rozproszeni i stanowiący znikomą mniejszość, żyją w Izraelu w izolacji społecznej, także w wymiarze życia religijnego. Pielgrzymki do Ziemi Świętej nie stykają się z lokalnymi wspólnotami katolickimi, nad czym zresztą ubolewają miejscowi biskupi, zwracając na to uwagę światu chrześcijańskiemu. Tym cenniejsze były spotkania młodych pielgrzymów ze wspólnotami katolickimi zarówno Kościoła rzymskiego, jak i obrządków wschodnich, specjalnie zaprogramowane i organizowane w parafiach, a także nieformalne, w różnych miejscach papieskiego pobytu, na ulicach miast.

Opatrznościowe i symboliczne znaczenie miała papieska Msza św. na Górze Błogosławieństw nad Jeziorem Galilejskim. Oto w tym samym miejscu, w którym nauczał Jezus, Papież przypomniał dzisiejszemu światu orędzie Kazania na Górze, które jest sercem chrześcijańskiej Dobrej Nowiny. Oto po dwóch tysiącach lat uczniowie Jezusa powrócili do Galilei, w miejsce, skąd rozesłał On Apostołów "na wszystkie krańce świata". Przyjechali chrześcijanie - przedstawiciele pogańskich niegdyś narodów, w różnych etapach dziejów ludzkości włączonych w Ciało Kościoła, pełni radości i miłości wobec swego Zbawiciela. Z Papieżem przybył do ojczyzny Jezusa cały Kościół powszechny - w swoich wiernych, prezbiterach i biskupach pochodzących ze stu narodów.

Celebracji eucharystycznej na Górze Błogosławieństw towarzyszył nastrój wielkiego, radosnego święta. Od głębokiego świtu zbierały się na błotnistym placu (po dwóch dniach deszczu) kolejne grupy pielgrzymów - katolików lokalnych i młodzieży z całego świata. Wyłaniały się w pomroce poranka, zasiadały w jakimś miejscu błotnistego placu i czekały. Nawet sześć, osiem godzin. Zza Wzgórz Golan wstało słońce i w jego blasku pielgrzymi zaczęli rozwijać przyniesione transparenty, stawiać flagi i chorągwie. Kolejne grupy witane były oklaskami, rozpoznawano flagi państw, odczytywano różnojęzyczne transparenty. W niepowtarzalnej atmosferze krajobrazu srebrzystej tafli jeziora Kinneret - otoczonego amfiteatralnie górami galilejskimi i Wzgórzami Golan, przedzielonymi doliną Jordanu - rodziło się zgromadzenie Kościoła. Oczekiwanie w zmęczeniu i radości. W wielu miejscach śpiewano, w innych tańczono w rytmie gitar, bębenków, klaskania i melodii psalmów.

Na tej Mszy zebrało się blisko 100 tysięcy pielgrzymów. Było to największe w historii zgromadzenie chrześcijańskie w Ziemi Świętej.

Eucharystia nad Jeziorem Galilejskim stanowiła niewątpliwie wielkie wsparcie dla tożsamości katolików w Ziemi Świętej. Katolicy, którzy żyją tu w niewielkich wspólnotach parafialnych różnych obrządków, mogli przekonać się naocznie, że nie są sami, ale że stanowią szczególną cząstkę Kościoła powszechnego. Znamienne jest spostrzeżenie Salomona, mojego przyjaciela, Żyda sefardyjskiego, który w wieku dorosłym przyjął chrzest w Kościele katolickim i wraz z innymi przybył na spotkanie z Papieżem: "Zobaczyłem, że tak wielu ludzi, a szczególnie tak wielu młodych jest posłusznych Papieżowi i przybyło tu za nim z radością". Początkowo jakby zagubieni i onieśmieleni, miejscowi chrześcijanie stopniowo włączali się w radość oczekiwania na Papieża, a potem w radość przeżywania Eucharystii, szczególnie od momentu przekazywania znaku pokoju.

Jan Paweł II jeszcze długo pozostał na swoim miejscu, mimo opóźnienia w programie i czekających go spotkań, oglądając z wyraźnym zadowoleniem radość młodych, którzy tworzyli taneczne korowody, śpiewając znaną już wszystkim pieśń - "Idźcie i ogłoście moim braciom, że idę do Galilei", której refren wykonywano w kilkunastu co najmniej językach, także po arabsku i hebrajsku.

Po zakończeniu Eucharystii na placu pozostali jeszcze młodzi pielgrzymi. Rozpoczęło się spotkanie powołaniowe, któremu liturgicznie przewodniczył kardynał Madrytu Rouco Valera, a prowadzili je inicjatorzy Drogi Neokatechumenalnej - Kiko Argüello i Carmen Hernandez. W tym czasie Papież nawiedzał kolejne sanktuaria położone nad Jeziorem Galilejskim - kościół Ośmiu Błogosławieństw, Kafarnaum, kościół Prymatu, sanktuarium w Tabgha, a także spotkał się z premierem Izraela Ehudem Barakiem. Młodzi pielgrzymi natomiast szukali w głębi swego serca i w ciszy szabatu - którego "cień" spoczął tego wieczoru nad ziemią Izraela - Bożego głosu powołania. Helikopter z Papieżem na pokładzie - jedyna maszyna latająca w tym czasie na obszarze państwa Izrael - kilkakrotnie unosił się nad powierzchnią Jeziora Galilejskiego i zbliżał się do placu pełnego młodych chrześcijan, aby za chwilę zniknąć za wzgórzami i wylądować w kolejnym miejscu.

Blisko pięć tysięcy chłopców i dziewcząt zebrało się na podium ołtarzowym, ofiarując swoją gotowość do realizacji życia chrześcijańskiego w posłudze kapłańskiej i stanie zakonnym w dziele nowej ewangelizacji. Stu kardynałów, arcybiskupów i biskupów nałożyło w geście błogosławieństwa ręce na głowy owych powołanych. Powróciła pierwszym echem, wygłoszona tutaj w południe, homilia papieska: Przypatrzcie się bracia, powołaniu waszemu. (.) Niedaleko od tego miejsca powołał Jezus swoich pierwszych uczniów, podobnie jak dzisiaj was powołuje. (.) Za którym z głosów - dobra czy zła, życia czy śmierci - pójdą młodzi XXI wieku? Ci młodzi, gotowi ofiarować swoje życie Chrystusowi i Kościołowi, dali odpowiedź. Czy w niej wytrwają?

Co my teraz zrobimy

"Co my teraz zrobimy?" - ekspresyjnie zawołał komentator telewizji izraelskiej w chwili, gdy Jan Paweł II uczynił znak krzyża w geście błogosławieństwa przed Ścianą Płaczu. "To zabronione" - dodał, ale w jego głosie nie słychać było oburzenia czy zgorszenia, tylko zdumienie i zadziwienie prostotą odwagi Papieża, mocą wymowy jego gestów.

Wiele spotkań, gestów i słów Jana Pawła II wywołało wśród Żydów izraelskich głębokie poruszenie. Obecność Papieża w Yad Vashem, jego modlitwa pod Ścianą Płaczu, spotkanie z rabinami i władzami państwowymi, sam pobyt w Jerozolimie, Msza na Górze Błogosławieństw, uroczyste powitanie i pożegnanie na lotnisku im. Ben Guriona. Papież podbił serca Izraelczyków - powiedział ambasador Izraela przy Stolicy Apostolskiej.

Nawiedzenie przez Papieża Ściany Zachodniej było wielkim znakiem symbolicznego utożsamienia się z losem narodu żydowskiego - stwierdził Ron Kronish, dyrektor Międzyreligijnej Rady Koordynacyjnej w Izraelu - Papież nie powiedział wiele, ale był tu i to jest najważniejsze. Milczenie w niektórych sytuacjach starcza za tysiące słów.

W czasie swej obecności pod Ścianą Płaczu Papież poprosił o przebaczenie win chrześcijan wobec potomstwa Abrahama słowami modlitwy, której tekst położył w niszy między kamieniami. Uczynił to w sposób nowy, niekonwencjonalny - tradycyjnie papierowy zwitek z modlitwą wciska się bowiem w małą szczelinę. Wyraźnie pragnął, aby ta modlitwa nie pozostała tylko między nim a Bogiem, lecz stała się wydarzeniem i wartością dla wszystkich. Jej słowa opublikowały wszystkie gazety izraelskie, wielokrotnie przytaczano jej słowa.

Karta z modlitwą spod Ściany Płaczu, podpisaną przez Jana Pawła II, trafiła już do Instytutu Yad Vashem, gdzie będzie można ją oglądać. Ma ona dla nas wartość historyczną, nie chcieliśmy, aby porwał ją wiatr lub aby została zniszczona; stałaby się wielka szkoda, gdyby ten wzruszający tekst papieski zagubił się - skomentował inicjatywę strony izraelskiej rzecznik prasowy rządu Moshe Fogel.

Poprzez kolejne dni swego pobytu w Ziemi Świętej, kolejne spotkania, słowa i gesty, Jan Paweł II dawał poznać wielkość i charyzmę swojej postaci i posługi. Obecność Papieża w Izraelu wzruszała wielu Żydów z różnych kręgów i środowisk, budziła sympatię, a jego postawa zdumiewała, każąc mieszkańcom tego kraju przewartościować wiele obiegowych sądów o chrześcijaństwie i Kościele katolickim, o roli liderów religijnych we współczesnym świecie.

Izraelczycy śledzili pielgrzymkę bardzo uważnie. W ciągu kolejnych dni często można było dostrzec, że w barach i kafejkach, gdzie zwykle znajdują się telewizory, oglądano transmisje z pobytu Papieża w Izraelu, a nie któryś z 45 innych programów. Znajomy właściciel restauracji, Miro Avta, religijny Żyd, zaczepił mnie już po zakończeniu pielgrzymki, oznajmiając: "Oglądałem wiele razy waszego Papieża w telewizji, także Mszę nad Kinneretem. Mecujan, nahon - wspaniale, prawda. Hag gadol - wielkie święto. A wy, gdzie byliście?" - "My byliśmy właśnie tam" - odpowiedziałem.

Opinia jednego z publicystów izraelskich - Ilany Gala - oddaje dobrze przemyślenia i wrażenia - wspólne wielu - po pobycie Jana Pawła II w Ziemi Świętej. Zdałem sobie sprawę, w miarę mijania kolejnych dni, że obecność w Erec Izrael gościa z dalekiego Watykanu, wzrusza mnie i budzi pozytywne emocje. Nie zamierzam zmienić wiary z powodu tej wizyty, a moje dzieci w dalszym ciągu będą jadły macę na Pesach. Ale dzięki Papieżowi miałem okazję zobaczyć, jak wygląda i jak zachowuje się duchowny religijny, wierzący, że jest wysłannikiem Boga na ziemi. Przeprasza i prosi o wybaczenie. Przyznaje się do skomplikowanej przeszłości. Bierze na siebie bezprecedensową odpowiedzialność. Nie sądzi, by prośba o przebaczenie uszczuplała jego wielkość i godziła w jego honor. Nie sądzi, że można być dobrym, ciągnąc na swych barkach ciężar nieprzebaczenia. Głosi słowa miłości, porozumienia, dobroci i pokoju. "Spotkamy się latem w Rzymie" - mówił Papież do roztańczonej, rozśpiewanej młodzieży ze stu państw świata - przypomina izraelski dziennikarz. I dodaje od siebie: Spotkamy się w Rzymie. Kto wie, może i my tam będziemy?

Mieszkańcy Izraela zetknęli się poprzez papieską pielgrzymkę do Ziemi Świętej z chrześcijaństwem, którego dotychczas nie znali. Ujrzeli Kościół żywy, otwarty w dialogu, pełen postawy pokory, trwale związany z pniem Starego Testamentu, autentyczny w swym świadectwie i różnorodności, pełen entuzjazmu w rzeszach młodych pielgrzymów z całego świata.

"Jan Paweł II dał nam lekcję, w jaki sposób można godnie prowadzić narody i religie do dialogu i współdziałania" - podkreślali komentatorzy izraelscy po pielgrzymce. Zaś Avraham Burg - przewodniczący parlamentu izraelskiego, Knesetu - poszedł krok dalej, mówiąc: nasi rabini mogą uczyć się od Jana Pawła II, jak można stanąć ponad podziałami religijnymi, jak praktykować postawę miłosierdzia i współczucia narodom, okazując solidarność w cierpieniach i stając w obronie praw ludzkich. Izraelczycy mogą się uczyć od Papieża tolerancji, a rabini głoszenia miłosierdzia i pojednania.

W relacjach katolicko-żydowskich pielgrzymka Jana Pawła II do Ziemi Świętej stanowi kamień milowy - to podkreślają wszyscy komentatorzy i politycy izraelscy. Dzieło zapoczątkowane przez soborową deklarację "Nostra aetate" przed 35 laty zacznie przynosić nowe, wymierne owoce i istotne przemiany; począwszy od - już obserwowanego - nowego tu zainteresowania Kościołem katolickim i chrześcijaństwem. Można przewidywać, że wizyta Papieża będzie miała wielkie znaczenie dla stosunków chrześcijańsko-żydowskich.

Bardzo pozytywnie obecność Jana Pawła II w Ziemi Świętej ocenił premier Izraela Ehud Barak, który podkreślił, że przysłuży się ona dobrze zbliżeniu między religiami - judaizmem i chrześcijaństwem. W tej kwestii rząd izraelski podjął już zresztą znaczącą decyzję o włączeniu się na poziomie państwowym w międzyreligijny dialog chrześcijańsko-żydowski, poprzez powołanie biura koordynatora, a stanowisko to objął bliski współpracownik premiera - Icchak Herzog, syn byłego prezydenta państwa Izrael. Kolejny wymierny efekt pobytu Papieża w Izraelu wiąże się z otwarciem perspektywy przekazania Kustodii Ziemi Świętej Wieczernika, który od 1967 roku znajduje się w rękach izraelskich.

Ale najważniejszy jest ów duch - powiew, w którym przybył do Ziemi Obietnicy i Ziemi Świętej Jan Paweł II, Biały Pielgrzym: pamięć jego obecności, poruszenie serc wielu, ślady na wodzie (Ps 77, 20c), których nie widać, ale które istnieją, orędzie miłości i przesłanie odwagi, które zostawił. Mimo że Papież wrócił do Rzymu - tu trwa dalej jego obecność, według słów, którymi Jana Pawła II powitali główni rabini Izraela: Niech będzie błogosławione Twoje przybycie do Izraela. "Śpiewaj i raduj się, córko Syjonu. Wiele narodów przyłączy się do Pana w tym dniu i będą moim ludem, a Ja będę pomiędzy nimi" (Za 2, 14-15).

Ryszard Montusiewicz

Ryszard Montusiewicz - korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Izraelu. Mieszka w Tel Awiwie.

wstecz

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?