Twój schowekTwój koszyk
szukaj

Lipiec–Sierpień 2006

Kościół dla grzeszników

7–8 (573)

Kościół dla grzeszników

Kościół jest nie do pomyślenia bez grzeszników – przypomniał nam mocno Benedykt XVI podczas pielgrzymki po Polsce. Niby dobrze o tym wiemy, ale… W ostatnich tygodniach dojmującej prawdy tego stwierdzenia doświadczyliśmy w naszym środowisku. Oskarżenia wobec ks. Michała Czajkowskiego, niestety, się potwierdziły. Po gruntownej analizie i weryfikacji dokumentów SB zgromadzonych w IPN specjalnie powołany zespół redaktorów „Więzi” stwierdził, że dotyczą one ks. Czajkowskiego. To on był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Jankowski”. Niektóre dokumenty SB budzą pewne wątpliwości, nie zmienia to jednak istoty rzeczy… Obok naszego opracowania i po jego lekturze ks. Michał Czajkowski publikuje swoje oświadczenie.

     
1Od redakcji
     

Kościół dla grzeszników

   
Dariusz Kowalczyk SJ
4Wierzyć z Benedyktem
Katarzyna Jabłońska
11W sali na górze
Cezary Gawryś
20Kościół dla grzeszników
Jan Andrzej Kłoczowski OP
24Czy Bóg cierpiał w Auschwitz?
ks. Henryk Seweryniak
34Męscy eksperci od duchowości
ks. Marcin Brzóska
45Mocne postanowienie ekumenizmu
50Polacy, jesteście powołani – ankieta
ks. Manfred Deselaers
50Świadectwo pamięci
Prema Peeris FMM
52Uchodźcy czekają
Joanna Petry Mroczkowska
54Wspólnota zamiast tłumu
Lucyna Seweryniak OCD
56Zawsze Boże Narodzenie
Wojciech Wieczorek
58Joseph Ratzinger i pojednanie z Polską
Janusz Szuber
61Odmiennego zdania
Jacek Borkowicz
62Kościół pokutujący
List otwarty
70Zaufajcie przebaczeniu
Głos wiernych w sprawie pasterzy
Krystyna Konarska-Łosiowa
75Z notatnika
Krystyna Konarska-Łosiowa
79*** [Boję się białej kartki] • Gwóźdź • *** [A więc znów niosę] • *** [Jak wypiękniało miasto]
Andrzej Friszke
Anna Karoń-Ostrowska
Zbigniew Nosowski
Tomasz Wiścicki
81T.w. „Jankowski”.
Historia współpracy
ks. Michał Czajkowski
141Oświadczenie
Józef Puciłowski OP
142Nie zapomnę
Maciej Zięba OP
143Dwie prawdy
Halina Bortnowska
144Współczuć skutecznie
Jan Turnau
147Piszę smutny
Krzysztof Jedliński
150Łaska i wina
List otwarty
156Mamy za co być wdzięczni księdzu Czajkowskiemu
Agim Gjakova
158Popielniczka • Przekroczę tęczę • Kropla jadu
Piotr Wojciechowski
160Jeden świat, jeden mózg
Bractwo Nowego Świata
     

POLACY I ICH SĄSIEDZI

   
Michał Kurkiewicz
165Kronika wschodnia
     

KOŚCIÓŁ W ŚWIECIE

   
Józef Majewski
170Kronika religijna
     

PEJZAŻ KULTURALNY

   
Konrad Niciński
180Liczba i jakość
Wojciech Skrodzki
181Poza życiem i śmiercią
     
184Zmarli
Jerzy Sosnowski
187Eks Post
Porywacze ciał
191Nasze pytania do Niego
niektórzy jednak wątpili
     

Artykuł

WIĘŹ 7-8 (573) 2006

Konrad Niciński

Liczba i jakość

Czy tegoroczne Międzynarodowe Targi Książki były bardziej udane od poprzednich? To rzecz względna. Jest z nimi chyba tak, jak z fasadą barokowego kościoła usytuowanego w środku biegu wąskiej uliczki: z dalszej perspektywy i po przymrużeniu z dystansem oczu dostrzega się, że były piękne i bardzo ważne, jednak z bliska widzi się głównie natłok zgromadzonych elementów i jeden wielki chaos. To zresztą wrażenie towarzyszące zazwyczaj tak wielkim przedsięwzięciom. Pragnąc ogarnąć całość i otworzyć się na wszystko, co najciekawsze, trzeba nieludzkiej wręcz koncentracji i samozaparcia. Trudno więc się dziwić, że w gruncie rzeczy każde Międzynarodowe Targi Książki są do poprzednich dość podobne.

Jeśli chodzi o wydawnictwa krajowe, targi nie przyniosły szczególnych niespodzianek. Największą może, jak co roku zresztą, były oferty niewielkich wydawnictw specjalistycznych, głównie publikacje uniwersyteckie. Można kupić czy spokojnie przejrzeć książki nie zawsze osiągalne w księgarniach. Trafić tu można zarówno na prawdziwe perły, jak i po prostu na ciekawostki – dla miłośnika książek to potężny magnes Najbardziej znane i prestiżowe wydawnictwa zaprezentowały się godnie, lecz przewidywalnie, po prostu prezentując na swoich stoiskach całą aktualna ofertę, bez dbałości o jakąkolwiek specjalną oprawę. Wyjątek stanowiło chyba tylko Wydawnictwo Literackie, błyszczące dużym stoiskiem ze świetnie wyeksponowanymi nowościami, czarującą i kompetentną obsługą oraz znakomitą galerią zaproszonych gości. Trudno zapomnieć kolejkę stojącą po autograf Sławomira Mrożka. Wielki dramaturg siedział nieco na uboczu ukryty pod wędkarską czapeczką i bardzo długo szeptał z każdym z czytelników. Wyglądało to jak osobiste rekolekcje z ulubionym humorystą, a dołączający do tej rosnącej kolejki wydawali się w coraz to lepszym humorze, pewnie uśmiechając się na myśl, że zaraz to ich spotka ta sama radość.

Z drugiej strony, na tle hałaśliwej promocji wydawnictw nastawionych na masowego odbiorcę, próbujących krzykliwą reklamą dźwiękową, chaotycznym tłumem gości i gigantyczną ekspozycją zdominować pozostałych wystawców, w czym celował zwłaszcza “Świat Książki” – stonowana prostota PIW czy Czytelnika sprawiała wrażenie ostoi ładu i mądrej lektury. Wśród mniejszych, lecz też prężnych wydawnictw, specjalizujących się w ambitnych publikacjach, najbardziej oblegane było chyba Czarne. Była to słuszna nagroda czytelników; żadne wydawnictwo nie pokazało bowiem tylu premier i nie ujawniło – tyleż dzięki publikacjom, co ludziom je prezentującym – tak wyrazistej osobowości.

Największym wydarzeniem była ogromna sala polsko-niemiecka i to właśnie dialog między tymi trudnymi dla siebie nawzajem sąsiadami miał być głównym wydarzeniem targów. Jeżeli te targi zapadną w pamięć silniej od poprzednich, to właśnie dzięki niemu, choć aby dostrzec, że wyjątkowo poważny zamiar został uwieńczony powodzeniem, należało wyjść z budynku, ochłonąć i spojrzeć na ekspozycję z perspektywy kilku godzin. Główne wydarzenie targów zyskało bowiem stosowną dla głównego wydarzenia huczną oprawę. W tłumie widzów i tumulcie kamerzystów oraz pracowników technicznych, traktujących całą imprezę tak, jakby książkę wymyślono tylko po to, by ją pokazać w telewizji, gubiła się refleksja. Przez to niewiele dobrego wyszło z mającej być chyba główną atrakcją części polsko-niemieckiej próby rzeczywistego dialogu z udziałem autorów. Najsmutniejszym widowiskiem było spotkanie z Tadeuszem Różewiczem i Güntherem Grassem. Tłumy widzów wchodziły sobie wzajem na plecy, nie patrząc i nie słuchając, wyciągały jak najwyżej ręce uzbrojone w aparaty czy wręcz w telefony komórkowe z odpowiednią opcją, by móc pokazać przyjaciołom, że widzieli żywego Grassa i Różewicza. Obaj autorzy siedzieli wtuleni w pluszową sofę, patrzyli na otaczającą ich masę na przemian z rozbawieniem i przerażeniem. O poważnym dialogu, oczywiście, mowy być nie mogło.

W tej sytuacji mówić za siebie musiały książki. I mówiły, bo reprezentacja edytorska naszych zachodnich sąsiadów była perłą w swojej klasie. Prezentacja tłumaczeń oraz publikacji dotyczących setek lat konfliktów i dialogu oraz wspólnego dziedzictwa kulturowego, głównie Dolnego Śląska, liczbą i jakością robiła duże wrażenie i... trochę zaskakiwała dużo mocniejszą obecnością dialogu polsko-niemieckiego w tamtej kulturze, niż mamy tego świadomość. Największe wrażenie robiła jednak wyjątkowo sumienna prezentacja codzienności niemieckiego rynku wydawniczego. Długo nie było, i pewnie nie będzie, tak dobrej okazji, aby zorientować się tak szeroko w obecnych tendencjach tamtejszej prozy. Równie wspaniała okazała się jednak panorama wydawnictw popularnych. W porównaniu z wszechobecną ofertą miałkich wydawnictw krajowych to, co Niemcy potrafią zrobić z książką dziecięcą, komiksem czy publikacjami piłkarskimi, robiło ogromne wrażenie. Jakość i pieczołowitość, a przede wszystkim przekonanie, że zwłaszcza tzw. niepoważna książka powinna mieć szacunek dla inteligencji czytelnika i zdobyć się na poważne osiągnięcia, było – paradoksalnie – chyba właśnie tym z zaproszeń do dialogu, które warto podjąć jak najszybciej.

Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiła monografia najbardziej zapomnianego z wielkich futbolowych trenerów – węgierskiego Żyda Béli Guttmanna, faktycznego twórcy węgierskiej “złotej jedenastki”, odkrywcy Kocsisa, Puskása i Eusebio, a zarazem wyjątkowego świadka XX wieku, sieroty po C.K. Monarchii, borykającej się na przemian z komunizmem i faszyzmem w różnych odmianach. Proste spostrzeżenie, że książka sportowa dla emerytowanych kibiców może być równocześnie bardzo poważną książką historyczną, świadectwem epoki nie gorszym niż liczne świadectwa kontaktów polsko-niemieckich, robi wręcz piorunujące wrażenie.

___________________________
51 Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie, Pałac Kultury i Nauki, 18-21 maja 2006 r.

wstecz

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?