Twój schowekTwój koszyk
szukaj

Zima 2018

Przestrzeń bardziej wspólna | Skandal jako oczyszczenie | Jak żyć ze zdradą?

4 (674)

Przestrzeń bardziej wspólna | Skandal jako oczyszczenie | Jak żyć ze zdradą?

Polskie miasta to chaos przestrzenny i wszechobecna „płotoza”. Jak mądrze budować dobro wspólne, jakim jest przestrzeń publiczna?

Jakie wnioski trzeba wyciągnąć z tragedii wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży przez duchownych oraz ukrywania przestępstw przez przełożonych? Przede wszystkim: jak słuchać ofiar?

Zdrada w swej istocie to znacznie więcej niż tylko brak lojalności. Jej materia jest niepokojąco ciężka. Jak żyć ze zdradą? Jakie są jej koszty?
 

     
Zbigniew Nosowski
1Edytorial
5Podziękowania dla Przyjaciół
     

Przestrzeń bardziej wspólna

   
Ewa Buczek
7Inny rodzaj piękna
Przestrzeń jako przedmiot moralnej troski
Maria Środoń
11Pokaż mi swoje miasto, a powiem ci kim jesteś
Maciej J. Nowak
21Prawo własności a ład przestrzenny – nieustająca walka?
Dariusz Śmiechowski
Ewa Buczek
30Przestrzeń aktywnych obywateli
rozmowa
Jarema Piekutowski
37Osiedle Jazdów: sen o społecznościowym zarządzaniu
     
Anna Piwkowska
42To ja, Żydówka z Auschwitz; Świerszcze; Czerwone wiadro
     
Iwona Dudzik
45Czytanie świata
Bardzo pożyteczny człowiek
Maria Przełomiec
52Z drugiej strony Bugu
Ocieplenie na linii Warszawa–Wilno
Andrzej Friszke
61Historia
Losy Polski piszemy sami, ale…
Refleksje w stulecie niepodległości
Aleksander Hall
79Rzeczy (nie)pospolite
Miejskie wotum nieufności
     

Skandal jako oczyszczenie

   
Agata Baraniecka-Kłos
Justyna Kopińska
Adam Żak SJ
Katarzyna Jabłońska
Zbigniew Nosowski
85I tak nikt ci nie uwierzy
dyskusja
Ewa Kusz
Joanna Kociszewska
97Przejrzystość, odpowiedzialność i prewencja
rozmowa
Sebastian Duda
ks. Andrzej Kobyliński
Zuzanna Radzik
Zbigniew Nosowski
106Teologiczny rachunek sumienia Kościoła
dyskusja
Sebastian Duda
116Duchowni jak aniołowie ziemscy?
     
James Hanvey SJ
128Nota bene
Pocieszenie, nie spustoszenie
     
Wacław Oszajca
136krystyna feldman, Mario, waldku
     
Ireneusz Cieślik
139Otwarta ortodoksja
Krew Jego na nas i na dzieci nasze
Blanka Rogowska
149Dzieci Abrahama
Muzułmanin ubiera choinkę
Życie Polaków nawróconych na islam
Ks. Stanisław Adamiak
161Dziedziniec dialogu
Dawniej prześladowania, dzisiaj dialog?
Michał Zioło OCSO
169Litery na piasku
E – jak echo
     

Jak żyć ze zdradą?

   
Sebastian Duda
175Wszyscy jesteśmy Judaszami
Damian Jankowski
189Gdy rycerz okazuje się tchórzem
Anna Piwkowska
195Tragiczna albo groteskowa
     
Borys Pasternak (przeł. Józefina Inesa Piątkowska)
206We wszystkim zawsze chcę przenikać..., Poezja, Szron
     
Krzysztof Biedrzycki
211Nitka mięśni i chrząstki sumienia
Katarzyna Jabłońska
ks. Andrzej Luter
223Ksiądz z kobietą w kinie
Jak brat z bratem
230W galerii „Więzi”
Stanisław Kliszcz
     
Andrzej Szostek MIC
232Książki
Żywot człowieka zachwyconego
Ks. Andrzej Draguła
238Instrukcja przetrwania chrześcijaństwa
Marcin Cielecki
244Wypowiedzieć ból
     
Jerzy Sosnowski
250Na progu
Rodowód
     
Numer w wersji papierowej:
24,99 zł 22,49 zł
dodaj do koszyka
dodaj do schowka
Numer w wersji e-book:
(format: Mobi, ePub)
18,45 zł
dodaj do koszyka
dodaj do schowka

Artykuł

WIĘŹ 4 (674) 2018

Jarema Piekutowski

Osiedle Jazdów: sen o społecznościowym zarządzaniu

Podobno Polacy umieją współpracować, gdy muszą walczyć, ale gdy trzeba budować, nie potrafią stanąć na wysokości zadania. W przypadku Jazdowa jest inaczej. Walka o zachowanie dzielnicy była organicznie spleciona z realizacją marzenia o społecznościowym zarządzaniu.

 

Stołeczny harmider: hałasują silniki, słychać gwar spacerowiczów. Setki samochodów i autobusów przemieszczają się Trasą Łazienkowską w stronę placu Na Rozdrożu, gdzie z przejść podziemnych wylewają się kolejne fale pieszych. Trąbią klaksony, spaliny unoszą się w niebo. Nieopodal toczą się gorące dyskusje: w Sejmie na Wiejskiej podejmowane są decyzje kluczowe dla losów Polski.

Sto pięćdziesiąt metrów dalej, niemal w sercu miasta: mały raj. Tymi słowami w 2011 r. Jerzy Majewski nazwał osiedle Jazdów. Na tyłach parku Ujazdowskiego znajduje się 27 zatopionych w zieleni drewnianych domków. Przybyły do Polski długą drogę – pochodzą z fińskich reparacji wojennych dla Związku Radzieckiego.

Dziś, gdy idę przez osiedle, widzę, jak alejkami spacerują pojedyncze osoby. Słyszę, jak śpiewają ptaki, wiewiórka upuszcza szyszkę, przeskakuje z płotu na werandę. Oaza ciszy i spokoju.

– I to jest wielki wstyd – powie w 2011 r. ówczesny burmistrz dzielnicy Śródmieście, Wojciech Bartelski. A serwis TVN Warszawa poinformuje swoich czytelników, że „około 30 rodzin mieszkających na osiedlu Jazdów dostało zaproszenia na czwartkowe spotkanie z burmistrzem Śródmieścia, na którym usłyszą o planowanej rozbiórce domków fińskich. Ma to związek z przygotowywanym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, który przewiduje tam inne funkcje”. Decyzja zapada – nadchodzi koniec małego raju na Jazdowie.

Faza pierwsza – protest

Dlaczego właśnie społecznościowe zarządzanie? Siedzę w ogrodzie jednego z jazdowskich domków z „Dudkiem” – Andrzejem Górzem. Wysoki, przypomina zaangażowanego studenta. Lider. Na osiedlu Jazdów mieszka od urodzenia. To on zwoływał społeczność, organizował kolejne akcje. Skąd wziął się ten pierwszy impuls? „Dudek” nie ma wątpliwości – była nim decyzja o wyburzeniu domków.

– „Tak zwane osiedle Jazdów”, problem „tak zwanych domków fińskich” – tych określeń używano w dokumentach miejskich – mówi Górz. – Taki sposób pisania miał odbierać domkom znaczenie i podmiotowość, pozwalał traktować je jak baraki niegodne zachowania, nienadające się do mieszkania.

Paradoksalnie próby odbierania mieszkańcom podmiotowości tylko tę podmiotowość wzbudziły. Już trzydzieści lat temu chcieli zrzeszyć się i współpracować1. Jazdów jest nietypowym miejscem, osiedlem o dużym kapitale społecznym. Mieszkańcom chce się działać, znają się, pomagają sobie nawzajem. Otwarta formuła osiedla pełnego małych ogródków sprzyja spotkaniom. Jazdowiacy odczuwają odrębność swojego osiedla – fińskich domków zagubionych między wielkimi kamienicami. Jednak wtedy, trzydzieści lat temu, zostało zorganizowane tylko jedno spotkanie i na tym się skończyło. Dopiero w 2011 r., gdy mieszkańcy poczuli się zagrożeni, zebrali się znów i założyli organizację – Stowarzyszenie Mieszkańców Domków Fińskich Jazdów.

O niebezpieczeństwie wyburzenia Jazdowa zaczęło dowiadywać się coraz więcej mieszkańców Warszawy, instytucji, działaczy. – Rozgłaszaliśmy to głównie przez internet – mówi Górz. – Temat podchwyciły media, w tym „Gazeta Stołeczna”, która napisała kilka artykułów na temat Jazdowa. Naszym sojusznikiem stał się ambasador Finlandii.

Protesty przyjmowały różne formy. Któregoś dnia na przykład aktywiści poszli pod ratusz przebrani za fińskie domki. Ale stowarzyszenie nie tylko walczyło, także budowało. Coraz częściej organizowało imprezy kulturalne, które ściągały gości z całej Warszawy. Dość szybko wśród aktywistów pojawił się pomysł, by puste domki zostały przejęte choć na pewien czas przez organizacje pozarządowe – akcję nazwano „Otwarty Jazdów”. Koncepcja zyskała przychylność samorządu. W czasie intensywnego działania organizacji w pustych domkach zorganizowano wiele wydarzeń: koncerty, zajęcia (tj. joga, języki obce, pszczelarstwo, ogrodnictwo miejskie). Różnorodna oferta zdobyła serca mieszkańców Warszawy, jednak groźba wyburzenia nadal wisiała nad osiedlem.

Aktywiści nie próżnowali. Skorzystali ze zmiany przepisów i zebrali ponad 2000 podpisów, by zorganizować konsultacje społeczne na poziomie miejskim. Były to pierwsze konsultacje w Warszawie zainicjowane przez mieszkańców. Jak się okazało, warszawiakom zależało na zachowaniu domków. Ostatecznie w 2015 r. wyniki konsultacji zostały uznane za wiążące. Dzielnica wycofała się z decyzji o rozbiórce domków. Osiedle – przynajmniej na razie – jest trochę bezpieczniejsze.

Faza druga – budowanie

Podobno Polacy umieją współpracować, gdy muszą walczyć, gdy mają wspólnego wroga, ale gdy trzeba budować, nie potrafią stanąć na wysokości zadania. W przypadku Jazdowa jest inaczej. Walka o zachowanie dzielnicy była organicznie spleciona z realizacją marzenia o społecznościowym zarządzaniu.

Wtedy jazdowscy działacze jeszcze nie używali tego określenia. Po prostu wspólnie myśleli nad tym, jaki ma być kształt dzielnicy, jak można wpływać na jej funkcjonowanie. Wcielali w życie kolejne inicjatywy – jeden domek oddany został miejskim pszczelarzom (są tam ule, odbywają się działania popularyzujące pszczelarstwo), stworzyli społecznościowe ogrody: Ogród Królowej Bony oraz Motykę i Słońce, Rotacyjny Dom Kultury (mogą z niego skorzystać organizacje, które chcą prowadzić działalność kulturalną lub przygotować jednorazowe wydarzenie), zorganizowali wystawę archiwalnych zdjęć Jazdów oczami mieszkańców. – Duży nacisk kładliśmy na myślenie o zrównoważonym rozwoju tego miejsca – mówi Górz. – Chcieliśmy, żeby ono się rozwijało w sposób organiczny, oddolny, społeczny i ekologiczny, zgodny z ideą slow life.

W ich dyskusjach coraz częściej przewijała się propozycja, by o zarządzaniu terenem decydowali przede wszystkim wszyscy mieszkańcy i użytkownicy domków. Ustalono wówczas, że powinna powstać Rada Jazdowa, która będzie wytyczać kierunki działania. Stworzono partnerstwo różnych organizacji, dialogujące z zarządcą terenu.

Taki sposób zarządzania jest na polskim gruncie nowością. Przyzwyczajeni jesteśmy do modelu, w którym administracja jest od mieszkańców niezależna i najwyżej pozwala im na udział w zarządzaniu w niewielkim zakresie, np. konsultując z mieszkańcami różne pomysły. Tymczasem na świecie społecznościowe zarządzanie ma już swoją tradycję. Partnerzy działający na rzecz Jazdowa, wspierani przez architekta Dariusza Śmiechowskiego2, przeanalizowali ponad 100 przypadków miejsc lub mechanizmów odpowiadających poszukiwanemu modelowi. Wśród nich znajdują się sposoby działania zarówno Rodzinnych Ogrodów Działkowych, spółdzielni, kooperatyw mieszkaniowych, wybranych miejskich autonomii, jak i programów publicznych.

W Polsce największą barierą jest prawo, kompletnie niedostosowane do myślenia o mieszkańcach jako gospodarzach terenu. Nie musi tak być. Oprócz włoskiej Bolonii, w której wprowadzono specjalną regulację ułatwiającą takie działania3, w całej Europie jest coraz więcej przestrzeni zarządzanych kolektywnie przez mieszkańców. Choćby, opisany w publikacji Otwarty Jazdów, berliński kompleks ExRotaprint o powierzchni 10 tysięcy metrów, w którym swoje miejsce mają drobni przedsiębiorcy, artyści i organizacje pozarządowe. Jak piszą autorzy: „Każdy z najemców tworzy część kolektywu dysponującego wspólnymi funduszami pochodzącymi z najmu i współdecyduje o ich wykorzystaniu. Wszyscy mają również prawo głosu przy wyborze nowych najemców”. A zatem można – wystarczy tylko trochę zaangażowania.

Współautorem publikacji jest Wojciech Matejko, z którym spotykam się w jednym z jazdowskich domków. Pytam go, co udało się zrobić na Jazdowie, jak daleko doszli mieszkańcy w drodze do społecznościowego zarządzania? – Mamy minimum zapewniające ochronę osiedla – układ urbanistyczny został wpisany do gminnej ewidencji zabytków. Powstaje też plan zagospodarowania przestrzennego, ale dzieje się to w sposób nietypowy: w jego przygotowaniu uczestniczą aktywni mieszkańcy i organizacje pozarządowe. Udało się stworzyć program dla osiedla Jazdów, który jasno nakreśla charakter tego miejsca, cele jego funkcjonowania, wyznacza jego obszar i mówi o ideach współzarządzania. – Ale czy ten program faktycznie jest realizowany? Czy został przyjęty, na przykład uchwałą rady miasta? – pytam. – Niestety – rozkłada ręce Matejko. – W najbardziej ambitnej wersji taka uchwała miała wskazywać nam partnera po stronie miejskiej, źródła finansowania... Ale nie udało nam się sprawić, by została przyjęta. Miasto nazywa nas „anarchistami”, a urzędnicy zwyczajnie boją się tego nowego modelu zarządzania.

Jednak jazdowscy aktywiści nie składają broni. Wywalczyli sobie przyczółek – miejskie instytucje konsultują z mieszkańcami najważniejsze decyzje, także konkurs na wynajem pustych domków był organizowany wspólnie z jazdowiakami. Co jeszcze ważniejsze, przez wspólne działanie tworzą się coraz silniejsze więzi między mieszkańcami, jedni drugich zarażają dobrą energią. Co roku organizowane są kolejne imprezy kulturalne. – Mieliśmy ponad tysiąc czterysta wydarzeń w ubiegłym roku – uśmiecha się Matejko. – Marzymy o tym, że powstanie Komitet Sterujący pod auspicjami sekretarza miasta, złożony z mieszkańców, aktywistów i przedstawicieli urzędu. To byłby krok milowy.

Opuszczam powoli mały raj na Jazdowie. Zachodzi słońce, wiewiórka wspina się w stronę korony drzewa. Marzenie o społecznościowym zarządzaniu wciąż czeka na swą realizację. ■

 

Jarema Piekutowski – ur. 1978. Socjolog, członek zespołu i główny ekspert ds. społecznych thinkzine’u „Nowa Konfederacja”. Kierownik projektów badawczych, społecznych i kulturalnych. Właściciel firmy Liber, wspólnik przedsiębiorstwa społecznego CRSG sp. z o.o., współpracownik Centrum Wyzwań Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, PSDB i innych firm badawczych. Członek Zespołu Laboratorium „Więzi”. Autor fabularyzowanej biografii Gilberta Keitha Chestertona G. K. Chesterton. Geniusz ortodoksji. Pochodzi ze Szczecina.

1  Tekst w części historycznej oparty jest w dużej mierze na studium przypadku przygotowanym przeze mnie we współpracy z Fundacją Pole Dialogu na potrzeby publikacji pt. Pomysłowość miejska. Studium trajektorii realizacji oddolnych inicjatyw mieszkańców Warszawy. Projekt o tej samej nazwie, w ramach którego powstała publikacja, finansowało m.st. Warszawa. Ww. studium przypadku ostatecznie nie znalazło się w publikacji.

2  Rozmowę Ewy Buczek z Dariuszem Śmiechowskim Przestrzeń aktywnych obywateli publikujemy w tym numerze „Więzi” s. 30–36.

3  Więcej o tym w ww. rozmowie z Dariuszem Śmiechowskim.

  

wstecz

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?